Bardzo ją lubię, często jest dla mnie wszystkim co mam. Rozumiemy się bez słow. Kiedy ona gra jestem bardzo wysoko, widząc śmieszność codzienności. Kiedy ją tworzę, to za każdym razem jest inna. Nasze spojrzenia nigdy się nie krzyżują – patrzymy razem jeszcze dalej.
Wsiadam do rakiety swojej złości, a cerber idiota otwiera mi wrota.
Zezłościłem się dziś w nocy, patrząc w okna Twojej duszy.
Nie chciałaś mnie tam wpuścić!
Nauczyłaś ograniczać się przed Tobą, dobra OK…
Nauczyłaś tego i tamtego, ale i tak latałem sam.
Nikt w tych oknach nie otwierał, chciałem dzwonić, pukać, wciąż przejęty,
Jeśli nie otworzysz, krzyknij chociaż do mnie: lataj, ale nie tędy!
Odleciałem już od okna,
Moja dusza mi przemokła…
Czuje wolność już w mych skrzydłach,
Cała ta niechciana modła, już mi bardzo zbrzydła!
Twoje serce jest z kamienia, moje nigdy się nie zmienia!
Ale przecież, gdzie polecę?
Więc krzycz do mnie, żebym wiedział, choć na chwilę,
Bo już lecę…
+++
Bryan Ferry Slave to Love
To ja wracam z Hollywood
Dziwna jest ta bezsenność. Jest jak schody na końcu których chcemy, zobaczyć coś na co czekamy.
Przecież to ja czekałem na Ciebie od tylu Insomnii, pamiętasz?
Grałem główne role w twoich snach, zataczałem koła nad twoim domem, patrzyłem z góry jak migają zimy, wiosny, lata i jesienie wokół twoich włosów. Kiedy mogłem rozsypałem kulki radości w twoim pokoju, które czasem, ktoś niechcący lub chcący przydeptał. Teraz jestem bliżej, jeszcze mnie nie znasz, bo spotkania po latach są trudne i wymagają pewnych zmian w jadłospisie naszych oczekiwań. Zobaczysz, popłyniemy razem wesołą żaglówką w nasze życie. Wylądujemy na wyspie przeznaczenia, a ja wtedy pokażę ci miejsca, które znamy od wieków. Wejdziemy na szczyty naszych marzeń i zobaczymy góry radości otulone mgłą promieni słońca. Będziemy biegać po korytarzach naszych tęsknot i zdyszani odpoczniemy obok siebie.
Nie budź się, jeszcze chwila, już odlatuję aby czuwać z góry.
+++
Faithless i bardziej współczesna wersja Insomnii z 2005. Ten kawałek zawsze dodaje mi energii, szczególnie od 1:51
Dlaczego Twoje oceany tak mocno zalały moją duszę?
Od dawna nosiłem się z zamiarem, żeby pobuszować trochę w matrixie tak bez powodu. Dzisiaj niewiele mam energii na jakieś mniej lub bardziej pożyteczne manewry. Oglądam tak trochę bez celu strony. Spotykam różne przejawy wrażliwości, każdy z autorów jest oryginalny. Daje mi to trochę do myślenia, wydaje mi się, że mój przejaw wrażliwości w tym wszystkim jest taki banalny i śmieszny. Jednocześnie, jest to jak pożywka dla wyobraźni, widzę jakby nowe drogi i zakręty przez które mogę polecieć do JEJ oceanów. Z jednej strony mam doła, a z drugiej nakarmiłem swoją fantazję nowymi przyprawami.
+++
Jaco Pastorius i jego SLANG - ten człowiek miał wielki wpływ na “inne” granie z gitarą basową w roli głównej. Nagranie ma tylko 29 lat
Schować do kieszeni strach i wypuścić go dla innych.
Nie sądziłem, że latanie jest takie wielowymiarowe. Po tych moich doświadczeniach, stwierdziłem, że ważne jest po co się lata, a nie jak. ONA wyjechała i miałem przygotowywać się technicznie do filmu. Jednak, gdzieś tam w podświadomości wiedziałem, że film to jedno z narzędzi, a najważniejsze jest jej serducho. I tak zacząłem rozmyślać o lataniu i o NIM. Co nowego mi przekaże? Po całodziennym rozmyślaniu zasnąłem.
Znowu byliśmy w Sopocie, na szczęście nie było ludzi. Przypomniał mi jak nad rzeką poleciałem do samolotu. Potwierdził moje przypuszczenia, że najważniejsze jest serducho – latanie to jak nauka jazdy, aby umiejętnie trafić do celu. Powiedział, że kiedy mnie oswoi z tym przemieszczaniem, pogadamy o rzeczy najważniejszej i powie mi dlaczego są w mojej głowie pytania dlaczego. Zobaczyłem w NIM starego wyjadacza, rzemieślnika, który do niektórych spraw podchodzi rutynowo i jak z automatu, ale wie jak pokierować, aby nie było nudno. Zabierał się do tego wolno i bez stresu.
Widzisz – powiedział, jesteś człowiekiem, masz emocje takie jak strach, ale to nic.
Nagle znalazłem się z nim na torach, a na nas pędził wściekły pociąg, dodający sobie animuszu przeraźliwym gwizdem sygnału lokomotywy. Czułem pod stopami coraz większe dudnienie zbliżającego się ogromu żelastwa. ON tylko się uśmiechał i stał przy mnie, w momencie gdy już lokomotywa zbliżała się do nas, poczułem silną wibrację powietrza, a po chwili huk był już za nami. Nic nie czułem, ale widziałem jak kalejdoskopowo przelatują przez nas różne przedziały wagonów.
Już – powiedział i znaleźliśmy się w przedziale, gdzie siedziała zakochana para. Za oknem w rytm jednostajnego świstu falował krajobraz gór, budynków, ulic, a my siedzieliśmy naprzeciwko tej pary. Widziałem ich serducha, jak pulsowały jednakowo. Nie były takie duże jak JEJ i wyglądały jak własne odbicia.
Tak ma być, powiedział i znowu byliśmy na plaży.
Zrozumiałeś coś z tego – zapytał?
Powiedziałem, że dwie rzeczy:
- mam zapomnieć o strachu,
- jednym z moich zadań jest być momentalnie u jej serducha, gdy mnie zawoła, opleść go jak wąż kokonem, którego nikt i nic nie przebije, oraz chronić je tak, aby te ogromne rany nigdy więcej nie zostały rozdrapane. Doskonale – powiedział, mówiłem Ci że jesteś niezły.
To do jutra, powiedział i zniknął.
Zostałem sam, patrzyłem na latające mewy, dzisiaj były cicho i patrzyły na mnie z podziwem.
+++
Lubię Schillera, pamiętam go z czasów „Ruhe” , ale to co zrobił z Tarja Turunen albo ona z nim, jak kto woli bardzo mi się podoba. Zawsze jak słucham tego utworu to naprawdę czuję, że latam jak Anioł.
Postanowienie!
Jutro jadę do szkoły i koniec tego obijania się, pomyślałem. Dzisiaj posprawdzam zabawki, zaplanuje od czego zacząć, wymyśle odpowiedzi na różne sytuacje, bo szykuje się do poważnego momentu.
Kamera , muzyka start – wymyślałem sceny, aż do znudzenia.
Teraz, gdy mam już cały sprzęt, wszelkie narzędzia, czuje się jak komandos naszpikowany najnowszymi zdobyczami techniki i jestem gotowy aby wyruszyć w nieznane. Czekam na sygnał i wtedy wiem, że trudno będzie mnie powstrzymać, aż zakończę misję!
Czekam na niego, ON musi dać mi wskazówki!
Przeznaczenie jest takim usprawiedliwieniem dla naszych słabości, niepowodzeń, bądź zakrętów życiowych.
Człowiek z natury zawsze szuka winnych, ale nie w sobie. I jak już nie ma argumentów, to zwala wszystko na przeznaczenie. Owszem są sploty różnych okoliczności oraz uwarunkowania, które powodują, że coś dzieje się tak, a nie inaczej i nasz los się w tej rzece zdarzeń zmienia. Jednak to my mamy ten ostatni przycisk decyzji i zawsze możemy go odpalić, nawet przeciw sobie. Przeznaczeniu podlegają tylko nasze serce i dusza. My zawsze pójdziemy tam gdzie chcemy, najczęściej wbrew duszy. My kochamy kogoś, ktoś kocha kogoś innego…
Nadzieja walczy z odtrąceniem i po co? Najgorsze jest jak szukamy zapomnienia, przebierając w różnych substytutach sytuacyjnych. To tak jakbyśmy łowiąc ryby wmawiali sobie, że strzelamy z łuku, a potem się dziwimy, że wpadliśmy do wody ze strzałą w sercu
Przeznaczeniem jest tylko miłość, która pokieruje duszą i sercem. Jeśli jest prawdziwa , człowiek się jej posłucha, nawet jakby miał wyważyć dawno zatrzaśnięte drzwi, za którymi płacze nadzieja…