Archive for the ‘Facet’ Category

h1

Zastanawiam - muzyka

15 czerwiec, 2008

W naszych postojach życiowych, często nieświadomie dokonujemy trafnych wyborów.

Kocham każdy rodzaj muzyki, nie chcę tutaj wymieniać wszystkich gatunków muzycznych, bo zawsze można by, było niechcący lub nie wiedzący coś pominąć.
W tym całym spektrum pięknych barw, znalazłem dwa punkty wspólne:
- pierwszy to rytm, uwielbiam jak przelewają się cztery czwarte z triolami, a do tego zaskakują synkopami,
- drugi - padło jednak na jazz, fascynuje mnie tutaj autentyczna przyjaźń między muzykami, gdy grają. Każdy ma swój moment na niepowtarzalną poezję dźwięków w danej chwili, a pozostali wzrokiem otwierają mu wejście na solo. To jest niesamowite, to jest prawdziwa sztuka grana na żywo!
Zastanawiam się co w muzyce jest tak magicznego, że pozwala mi na kolejne starty w nieznane, kolejne loty w kosmos, gdzie nasyciwszy samotną samotność, chcę wracać jakbym miał do kogo?
Bo taka jest ta muzyka, zawsze wierna i odmienna, trudno się nią znudzić. Podobnie jest z kobietami. Każdy z nas facetów spotyka na swojej drodze taki przebój, który zmusza go do niekonwencjonalnych działań :)

+++

Herbie Hancock - Cantaloupe Island

h1

Oli

14 czerwiec, 2008

Po kablach radości mkniemy w świat zawiłości.

Oli to moja internetowa Sis. Znamy się już 5 lat, ale tylko w necie. Nigdy, nie widzieliśmy się w rzeczywistości i pewnie nie zobaczymy. Całe szczęście mieszkamy od siebie dosyć daleko, co w jakiś sposób ułatwia utrzymać dystans :). Ja nie jestem zwolennikiem przyjaźni między facetem, a kobietą, ale tutaj robię wyjątek.

Dlaczego, nie jestem zwolennikiem?
- bo prędzej czy później dochodzi do złamania zasad tylko przyjaźni…

Wiemy o sobie więcej niż ci bliscy, którzy są bardzo blisko. Traktujemy się, jak taka wirtualna rodzina. Rozmawiamy prawie codziennie. I to jest fantastyczne, każde z nas rzeźbi swoje życiorysy. Często się spieramy, o to i o tamto. Ona jest zawsze moim wiernym kibicem, a ja jej. Oli wie co z moimi muzami, a ja co z jej muzealnikami haha…

Oli czekam, aż wrócisz do neta, bo musimy pogadać :)

+++

Carpe Diem - Całe życie grasz

h1

Serducho 04.03.2008

4 marzec, 2008

Moja Insomnia jest jak sen o Twojej duszy.

Dziwna jest ta bezsenność. Jest jak schody na końcu których chcemy, zobaczyć coś na co czekamy.
Przecież to ja czekałem na Ciebie od tylu Insomnii, pamiętasz?
Grałem główne role w twoich snach, zataczałem koła nad twoim domem, patrzyłem z góry jak migają zimy, wiosny, lata i jesienie wokół twoich włosów. Kiedy mogłem rozsypałem kulki radości w twoim pokoju, które czasem, ktoś niechcący lub chcący przydeptał. Teraz jestem bliżej, jeszcze mnie nie znasz, bo spotkania po latach są trudne i wymagają pewnych zmian w jadłospisie naszych oczekiwań. Zobaczysz, popłyniemy razem wesołą żaglówką w nasze życie. Wylądujemy na wyspie przeznaczenia, a ja wtedy pokażę ci miejsca, które znamy od wieków. Wejdziemy na szczyty naszych marzeń i zobaczymy góry radości otulone mgłą promieni słońca. Będziemy biegać po korytarzach naszych tęsknot i zdyszani odpoczniemy obok siebie.
Nie budź się, jeszcze chwila, już odlatuję aby czuwać z góry.

+++

Faithless i bardziej współczesna wersja Insomnii z 2005. Ten kawałek zawsze dodaje mi energii, szczególnie od 1:51

h1

Serducho 02.03.2008

2 marzec, 2008

Przebiegłem ocean dźwięków, a tylko dwa z nich są najważniejsze.

Moja czterostrunowa to niesamowita maszyna. Jest miękka, elastyczna i wrażliwa. To nie przesada, gitara basowa ma grube struny i łatwo nabawić się bąbelków na palcach. Ma wąski gryf, który pozwala robić różne łamańce. Bardzo mi to odpowiada, lubię grać swoim stylem – dwa palce flażolety trzeci dociska linie basową. Po wrzuceniu tego na przetworniki robi się niesamowita ściana dźwięku. Wpadam w samozachwyt i męczę do znudzenia niektóre akordy. Tak akordy, ja gram akordami na basie. Przypomniał mi się mój stary kawałek, który teraz trochę przerobiłem i nazwałem „ONA leci”. Zgrałem to na dwie ścieżki w komputerze, po uprzednim nagraniu rytmu z automatu. Jak obczaję resztę gadżetów w moich programach, to porobię jakieś dodatkowe loopy, żeby nie było za monotonnie.

Kolejny raz śni mi się Sopot. Niestety pogoda nienajlepsza, znowu pada i wieje silny wiatr. Szukam JEGO na molo, ale nikogo nie widzę. Plaża mokra, więc chodzę tylko po bezpiecznych deskach długiego pomostu. Jednak pomimo złej aury, spaceruje czasem jakaś para, zatroskana o swoje samopoczucie. Żal mi się robi, że nie mam kogo przytulić, ochronić przed wiatrem…
Przypomniało mi się zdarzenie z NIM dotyczące strachu, a konkretnie ta para w pociągu. Teraz wiem jakie dźwięki są najważniejsze w życiu, to DWA SERDUCHA.

+++

Doug Wimbish of Living Colour
Tego Pana bardzo lubię – łączy w sobie grę na basie z całą masą różnych gadżetów. Kto się domyśli ze słuchu, że to tylko gitara basowa? :)

h1

Serducho 27.02.2008

27 luty, 2008

Wyjechała na tydzień.

Agentka poprosiła mnie abym nakręcił parę scen z lotniska jak odlatują. Oczywiście zgodziłem się. Miałem okazję, aby ją zobaczyć. Najpierw kręciłem z bliska, potem odszedłem dalej. Zrobiłem zrzut oka kamery z dachu na wejście przy którym stały dziewczyny. Dziwna sprawa na dachu był taki śmieszny gołąb. Zrobiłem jeszcze jeden zrzut i o dziwo tym razem były dwa gołębie, jeden podążał za drugim. Pewnie jakaś para pomyślałem. Na koniec scenka przed odprawą, na pożegnanie otrzymałem szeroki uśmiech od niej, więc z radością wracałem do domu.
Zgrałem materiał z lotniska na komputer i postanowiłem, że jutro potrenuję montaż i cięcia scen.

Tym razem śni mi się molo, siedzę sobie wygodnie na białej ławce i patrzę jak maszerują ludzie w różnych kierunkach. Czas mija trochę wolniej niż zwykle, promienie słońca drażnią się ze mną chowając sie co chwilę, za strzępy białych chmur. Poczułem jego obecność. Już w myślach zacząłem sie wkurzać na NIEGO, że zostawił mnie na tyle dni samego, a ja się plącze tutaj w niewiedzy i obijam od nastroju do nastroju. Zobaczyłem GO. Usiadł przy mnie. Zdałem sobie sprawę, że zawsze jak się widzieliśmy nikogo nie było, a teraz pełno tu turystów. Poczułem się jak w kościele, gdy chce komuś coś powiedzieć, robię to takim szeptem, jakbym się nie ruszał i nie mówił. On był szybszy,
- dostałem trochę urlopu. Szef był ze mnie zadowolony, a właściwie z Ciebie. Mam nadzieję, że nie popadniesz w samozachwyt powiedział.
- Ja ? nie żartuj sobie, powiedziałem, jednak zwykła ludzka złość zwyciężyła, przeszło mi przez głowę, musiałem mu trochę dokuczyć…
Mówisz mi o jakiś misjach, że serducho trzeba ratować, a ja normalny facet jestem kapujesz? Czemu ta dziewczyna jest taka piękna? Nie mówię, aby była straszna, ale chociaż przeciętna. A tak to moje życie wywróciło się do góry nogami, jak ja mam dalej żyć? Ty sobie na urlopy latasz, a ja już totalnie straciłem głowę.
Zaczął się śmiać, no widzisz powiedział jaki ty odpowiedzialny jesteś, dlatego zostałeś wybrany. Myślisz o wszystkim, przejmujesz się. Pomyśl tak, dziewczyna jest piękna, to trudna misja, bierzemy najlepszych, bo taki jesteś kapujesz?
E tam, nie cukruj…
I tak gadaliśmy trochę, mnie złość mijała, a on był jak najlepszy przyjaciel. Czasem tylko ktoś z turystów popatrzył na mnie jakbym był brzuchomówcą.

+++

Every Breath You Take

Jedna z ciekawszych wersji tej piosenki - koncert w TOKYO DOME
Najbardziej podoba mi się od 3:13

h1

Serducho 13.02.2008

13 luty, 2008

Miłość jest, ale nie dla każdego. Coraz bardziej sobie to uświadamiam. Chciałbym pozbyć się tej beznadziejnej wrażliwości. Chciałbym oddać swoje emocje bardziej potrzebującym. Chciałbym trzasnąć drzwiami w ostatnim pociągu do nikąd. Chciałbym potem krzyczeć, aby go zatrzymać, ze świadomością, że jest za późno. Chciałbym odlecieć w chmury i nie mieć do kogo wracać. Chciałbym zamknąć się w szufladzie kredensu, który jutro ktoś wyrzuci. Chciałbym, aby nigdy mnie nie było. Chciałbym się rozpłynąć w nicość, jak ostatnie koło fali na wodzie. Chciałbym dotknąć zapomnienia, które czeka na swój koniec. Chciałbym odpaść przy pierwszym locie, aby nikt już po mnie nie wracał. Chciałbym aby słońce już mnie nie widziało, chciałbym aby księżyc miał już ze mną spokój. Chciałbym więcej już nie pisać bo szkoda prądu i Twoich oczu.

h1

Serducho 08.02.2008

8 luty, 2008

Kolejny „lejny” dzień, deszcz nie daje za wygraną. Czas na jakąś rozrywkę pomyślałem. Poszedłem do pubu muzycznego. Zamówiłem browara i zacząłem obserwować ludzi. Jako, że byłem sam, to nie musiałem uważać gdzie patrzę, ani udawać, że kogoś słucham:). Lokal w sumie jest nieduży, ale ma swój klimat. Ma też malutką scenę, gdzie czasem przygrywają jacyś muzycy. Przypomniało mi się, że kiedyś grałem różne eksperymenty muzyczne. W lokalu siedzą, albo jakieś zapatrzone pary, albo grupy znajomych. Trochę tak dziwnie być samemu pomyślałem. Dziewczyny wiszą na swoich chłopakach wysysając jak odkurzacz każde słowo z ich ust. Jednocześnie czujnie obserwują otoczenie, jakby na coś czekały. Jak to jest z tymi kobietami?
Anioł miał rację – patrz w oczy, ale tak jakbyś ich nie widział.
Patrz dalej, poza kobietę. Kobieta zawsze szuka faceta, który może spełnić jej mały egoizm, jakąś potrzebę, którą żyje. Jeśli wiesz czego szuka, to jest twoja, pomyślałem i nie ważne czy jesteś za młody, za stary, za łysy, za gruby, za chudy itp. Ona sobie z tym poradzi – najwyżej da ci delikatnie do zrozumienia, abyś wstawił nowe sztuczne oko, lub przyciął dredy…
Wtedy możesz być pewny, że analizuje ewentualny związek z Tobą. Po kolejnym piwie gwar rozmawiających  miesza się z nastrojową muzyką, jak szklanka i piana od piwa.
Wracam trochę wkręcony do domu. W sumie cieszę się, że byłem w tym pubie. Zawsze to trochę czasu spędzonego w małym zapomnieniu. Jutro sobota, więc można spać…

Znowu ta rzeka, dawno Cię nie widziałem pomyślałem. Ale nikt się nie odezwał, ani nie pojawił. Zaczęło się ściemniać, gdzieś obok usłyszałem dosyć rytmiczna muzykę, poszedłem w tamtym kierunku. Był to ogromne pomieszczenie coś jakby wielki hangar. W środku sporo wolnego miejsca, dużo świateł oraz sprzęt muzyczny. Dziwne, że nikogo tu nie było – wyglądało to tak, jakby scena była przygotowana do koncertu. Zacząłem się sam z siebie śmiać – moje ruchy były jakieś komiczne w tym laserowo stroboskopowym oświetleniu. Taka okazja, nie mogę jej zmarnować – pomyślałem, gdy zobaczyłem wypasioną perkusję. Najpierw zacząłem stukać palcami po werblu, a potem poszedłem na całość. Tyle lat już nie grałem, ale to ma się we krwi, jak mówił mój znajomy muzyk. Najważniejsza jest koordynacja ruchów. Tego się człowiek nie nauczy – to jest tak, że jak się rozgrzejesz, to każda część twojego ciała wie sama co robić. Po pierwszych paru zacinach, wpadłem w trans i zacząłem grać w miarę szybko i równo. Totalny odlot. Czujesz się tak, jakbyś sterował odrzutowym helikopterem. Wszystko nabiera tempa, wtapiasz się w maszynę, tworzycie jedną całość i tak pulsujecie z niesłychanym rezonansem. To zajebiste nagłośnienie potęguje tylko ekspresję. W pewnym momencie pomyślałem – chyba skończę, bo to nie moje zabawki, ale odezwał się ON:
- NIE,
- gdzie jesteś zapytałem, wychylając swój głos, trochę z tego transu?
- odpowiedziała mi tylko cisza…
Nagle ku mojemu zaskoczeniu na pustej scenie pojawiła się ONA. Im szybciej grałem tym bardziej obraz był wyraźny. Widziałem radość w jej oczach, widziałem jak cieszy się, jej całe ciało, jak fruwają piękne włosy, przykrywając od czasu do czasu uśmiechnięte oczy, nawet Serducho było uśmiechnięte. Więc zacząłem grać jeszcze szybciej, odpowiedziała mi pięknym uśmiechem i znikła…