Archive for the ‘Fantazja’ Category

h1

Nic

6 lipiec, 2008

Każde mocne nic, jest lepsze, jak głupiego zadęcia pic.

Dzisiaj nic nie napiszę, bo jestem pod wrażeniem pewnego wydarzenia. Takie niby nic, a jednak załopotały sztandary wrażliwości w moim serduchu. Przygniotły mnie całkiem mocno, bo z wrażenia rozpaliły spory ogień w mojej głowie. Pełno szybkich myśli przelatuje, a ja nie mogę żadnej porządnie uchwycić, bo są bardzo gorące, wręcz parzą.

+++

The Prodigy - Breathe

h1

Jestem malarzem słów

4 lipiec, 2008

Zaciągam piękny kolor Twoich włosów, nad oczami mojej wyobraźni.

Maczam pędzel moich słów, w obrazie Twoich snów…
Mieszam paletę słownych barw, aby na koniec tęczowy potok spadł…
Odpalam resztki sił, żeby na niebie portret Twój był…

Falujące widmo moich barw, a na horyzoncie znowu fioletowy spadł…
Rozmazane usta Twe, mówią, że z czerwonym jest im źle…
Przyciemnione Twoje brwi, zapukały w mego serca drzwi…

Zaciągam bladość wokół Twoich ust,
Zaciągam szarością kobiecość Twą,
Zaciągam gładko tajemnice Twe.

Popatrz na mnie, żebym nie zgasł…
Popatrz na mnie, żebym odgadł…
Niech za uchem, powiewa uśmiechnięta flaga włosów Twych…

+++

Naturally 7 - Feel It - In The Air Tonight

h1

Rakieta wspomnień

22 czerwiec, 2008

Po co nam rakiety wspomnień, skoro teraz możemy strzelić w przyszłość?

Nie trzeba strzelać w przeszłość, bo to już nie istnieje,
Nie trzeba wchodzić w rany, bo zagojone są od dawna,
Nie trzeba łapać smutku, bo sklejony jest z ranami.

Popatrz właśnie tu, jest ciągle niewygodnie,
Popatrz trochę w dal, to właśnie jest już dobrze,
Popatrz całkiem w dal, już dźwigam most Twych marzeń.

Zastawiam cały czas, w ruletce naszych dni,
Zastawiam płomień nasz, w ognisku naszych marzeń,
Zastawiam już ten czas, który kwitnie nam od rana.

+++

Clubbed to Death 2 Rob Dougan

h1

Czy dalej

21 czerwiec, 2008

Gdy oglądam swoich życia kartek wstecz, to pamiętam je jak własny mecz.

Dopadła mnie melancholia, chciałem coś dzisiaj zrobić, ale czułem się jak samolot bez skrzydeł. Na co mi motor z dobrym śmigłem, skoro na jego warkocie, nie polecę tam gdzie chcę? Po co mi szybki cwał, skoro nie mam gdzie biec? Po co mi meta, skoro na jej linii nie ma już mnie? Gdzie jest ten helikopter, skoro jego rotor za drzwiami spadł? Wszystko jest takie bezsensowne, że tylko się śmiać…

Po tych całodziennych marudzeniach zasnąłem. Śniła mi się rzeka, przy której pierwszy raz spotkałem Anioła. Całą tą melancholię zabrałem ze sobą w ten sen. Czekałem na NIEGO. Patrzyłem na spokojnie wartki nurt czystej rzeki, która pomykała pewna swej rześkości. Poczułem na moich plecach JEGO obecność.

- Coś Ty zrobił, zapytał?
- A niby z czym, zapytałem?

I zanim westchnął, powiedziałem mu, że:

- Tobie i Twojej załodze, to się wydaje, że los każdego człowieka można zaplanować, jak w zamierzchłych systemach politycznych. Otóż gwarantuje Ci, że źle myślicie. Wam się wydaje, że jak małe dziecko umie już chodzić i powiecie mu chodź tu – to przyjdzie. Owszem przyjdzie, ale może się wywrócić, a potem pójdzie inną drogą.
- Masz rację, ale mówimy o Tobie,
- A co ze mną? O co Ci chodzi? Że mam rozdwojenie jaźni?
- No tak zaczął się śmiać,
- Opowiem Ci coś. Gdy byłem małym chłopcem w szkole krążyły takie oto bajeczki. Wyobraź sobie, że jesteś myszką. Siedzisz w norze, a ktoś sprytny przychodzi z kijem, żyletką, kawałkiem szynki i sera. Żyletka zostaje zamocowana, na środku kija, serek na jednym końcu , a szynka na drugim. Cały ten sprzęt jest ustawiony przy Twoim wyjściu, czyli jak wychodzisz to wpadasz na żyletkę. Patrzysz w lewo – szynka, patrzysz w prawo serek. Myślisz sobie: szynka , serek, szynka, serek szynka, serek i nagle krzycccććć.

Zaczął się potwornie śmiać, a ja nie wytrzymałem i zacząłem też…

- Ciesz się, że nie mam roztrojenia jaźni bo byłby więcej problemów i nie wiem jakbym Ci to opowiedział, bo na jednym kiju by się nie dało…

ON dalej się śmiał i ja też…

Obudziłem się, za oknem był piękny dzień. Zacząłem sam do siebie gadać: człowieku, jakie motory, jakie rotory, życie jest piękne!

Ogarnąłem się i pojechałem zadowolony do centrum.

+++

Łona i Webber Insert

h1

Moje Machu Picchu

15 czerwiec, 2008

Na szczycie wszechczasów spotykam dwie zielone gwiazdy.

Dzisiaj szybko przyszedł sen, ale wiedziałem, że nie spotkam w nim Anioła.

Śniło mi się, że wspinałem się do słynnego Machu Picchu. Gdy już byłem niedaleko, zerwał się lekki wiatr i nagle zrobiła się totalna ciemność. W mojej świadomości wiedziałem, że jest ciepłe popołudnie, a nic nie było widać. Z lewej strony usłyszałem lekki szmer i zobaczyłem dwa zielone punkty, które mocno świeciły i podążały ze mną, gdy tylko zrobiłem jakiś krok. Wystraszyłem się trochę, pomyślałem, że jestem tak daleko od Polski, w obcym kraju, nie znam języka, a na dodatek to miejsce, to jeden z cudów świata. Usiadłem na takim jakby ogromnym schodku i zobaczyłem, że zielone punkty przestały się poruszać. Trwało to jakąś chwilę, poczułem, że to jakaś istota, w myślach przelatywały mi scenariusze typu horror z wilkiem o zielonych oczach itp. W pewnym momencie punkty zaczęły zbliżać się w moim kierunku i wraz ze zmianą odległości, jakby ukryty księżyc, kawałkiem swojego światła zaczął odsłaniać postać kobiety, która była coraz bliżej. Była to piękna blondynka o zielonych oczach i wysportowanej sylwetce. Krągłości Wenus przy jej kobiecych walorach, to wychudzona modelka, jak do seksownej kobiety…

Stanęła obok mnie, a ja nabierając odwagi głupio zapytałem:

- musisz być silną kobietą ?
- tak jestem, jako dziecko zostałam adoptowana przez Inków, a że oni niestety nie znali się na diecie dla niemowląt – to żeby mnie wiatr nie porwał karmili mnie ołowiem :P

Patrzyłem na nią i w głowie trzeszczały mi tysiące myśli, poczułem niesamowitą radość i pomyślałem, że chciałbym, aby była moją muzą. W tym momencie popatrzyła na mnie, jakby słuchając moich myśli powiedziała z uśmiechem:

- zastanowię się…

Gdy tak zastygłem oczarowany, jej wesołymi ustami, nagle schował się kawałek księżyca, dwa zielone punkty poszybowały błyskawicznie w dal. Chciałem coś jeszcze powiedzieć, aby zatrzymać jej obecność, ale w tym momencie, osmolone słońce strzeliło znowu promieniem przecinającym ciemność.

+++

Frozen Madonna

h1

Zastanawiam - muzyka

15 czerwiec, 2008

W naszych postojach życiowych, często nieświadomie dokonujemy trafnych wyborów.

Kocham każdy rodzaj muzyki, nie chcę tutaj wymieniać wszystkich gatunków muzycznych, bo zawsze można by, było niechcący lub nie wiedzący coś pominąć.
W tym całym spektrum pięknych barw, znalazłem dwa punkty wspólne:
- pierwszy to rytm, uwielbiam jak przelewają się cztery czwarte z triolami, a do tego zaskakują synkopami,
- drugi - padło jednak na jazz, fascynuje mnie tutaj autentyczna przyjaźń między muzykami, gdy grają. Każdy ma swój moment na niepowtarzalną poezję dźwięków w danej chwili, a pozostali wzrokiem otwierają mu wejście na solo. To jest niesamowite, to jest prawdziwa sztuka grana na żywo!
Zastanawiam się co w muzyce jest tak magicznego, że pozwala mi na kolejne starty w nieznane, kolejne loty w kosmos, gdzie nasyciwszy samotną samotność, chcę wracać jakbym miał do kogo?
Bo taka jest ta muzyka, zawsze wierna i odmienna, trudno się nią znudzić. Podobnie jest z kobietami. Każdy z nas facetów spotyka na swojej drodze taki przebój, który zmusza go do niekonwencjonalnych działań :)

+++

Herbie Hancock - Cantaloupe Island

h1

Wilczyca i Victoria

8 czerwiec, 2008

Spod uśmiechu Twoich warg, błyszczy do mnie armia białych rakiet, gotowych w każdej chwili wbić się w moją szyję.

Siedziałem sobie w moim pokoju i zastanawiałem się nad NIĄ. Wyciąłem z kartek litery jej imienia. Długo patrzyłem na W. W jak Wilczyca pomyślałem. To prawda byłaś taką Wilczycą. Martwiłaś się o mnie, chciałaś być ze mnie dumna, pokazałaś mi właściwy kierunek, o którym tylko TY i ja wiemy. Tego nie zrozumie nikt, bo taki był ten rezonans czasu. Myślę, że to nasze spotkanie było takim ogromnym drogowskazem dla Ciebie i dla mnie. I to jest bardzo piękne, bo będziesz ze mnie dumna, a ja z Ciebie!
Patrzyłem dalej na W i przypomniało mi się jak niektórzy mówią coś o ciężkiej pracy, a potem odcinają kupony. Popatrzyłem jeszcze raz na W i odciąłem jedno V jak Victoria, które odpadło jak zwycięstwo. W rękach została mi Sylvia, prawdziwa suczz, która nie jest już drogowskazem…

+++

Wilki - Baśka