Każde mocne nic, jest lepsze, jak głupiego zadęcia pic.
Dzisiaj nic nie napiszę, bo jestem pod wrażeniem pewnego wydarzenia. Takie niby nic, a jednak załopotały sztandary wrażliwości w moim serduchu. Przygniotły mnie całkiem mocno, bo z wrażenia rozpaliły spory ogień w mojej głowie. Pełno szybkich myśli przelatuje, a ja nie mogę żadnej porządnie uchwycić, bo są bardzo gorące, wręcz parzą.
W pochodzie samotności, widzę coraz mniej obcości.
Stalowo szare masywy chmur pełzły w gradobicia czas. Rozdmuchane jaskółki, odpadły przy próbie podejścia do wysokiego lotu. Fryzury drzew, ugięte pod światłami wiatru barw, zapraszały na owację strat. Przyciśnięte pola traw, oddychały jakby kamień z serca im spadł.
Ja wiedziałem, że to start. Start projekcji Twoich snów, na makiecie życia szans. Ustawiamy sobie drzewka, domki, drogi, rzeki. Każde z nas ma inną wizję spraw, niekończących się zapowiedzi, odebranych z losu lat.
Stalowo szare masywy chmur rozsypały nasze makiety w świat. Lodowate kulki uporządkowały naszej wizji smak.
Piątego lipca ma urodziny moja mama, piątego lipca ma urodziny moja internetowa sis, piątego lipca poznałem modelkę, dzięki której moje dotychczasowe życie bardzo się zmieniło. Piątego lipca pierwszy raz zacząłem robić zdjęcia swoją kamerą.
Zaciągam piękny kolor Twoich włosów, nad oczami mojej wyobraźni.
Maczam pędzel moich słów, w obrazie Twoich snów…
Mieszam paletę słownych barw, aby na koniec tęczowy potok spadł…
Odpalam resztki sił, żeby na niebie portret Twój był…
Falujące widmo moich barw, a na horyzoncie znowu fioletowy spadł…
Rozmazane usta Twe, mówią, że z czerwonym jest im źle…
Przyciemnione Twoje brwi, zapukały w mego serca drzwi…
W huśtawce Twoich rzęs doglądałem mego życia sens. Zakłopotany bliskością pięknych warg, oddałem dla Ciebie życia czar…
Mogę być dla Ciebie wojownikiem, ale nigdy sternikiem.
Nie będę pływał po Twoich dawnych sprawach, bo ja kocham przyszłość.
Nie interesują mnie dawne ogony – to Twój problem, a nie tych co szczekają.
Prawdziwa suczz zawsze ma branie, ale musi być prawdziwa…
Czy gdy wejdę oknem bez słów, to czy uśmiechem obejmiesz obraz mój?
Zatraciłem swoje zmysły , aby słońce padło znów.
Odebrałem wielkie brawa, chociaż dzień był tylko Twój.
Zaklinałem swoje myśli, by w Twym oknie wciąż powiewał portret mój.
Nasza mapa wspólnych dróg jest tuż, tuż…
By to co zamknięte, odkręciło fontanny radości i powodzi szał…