Zadzwoniłem do NIEJ i powiedziałem, że jesteśmy umówieni w klinice w następny piątek. Obiecałem, że adres prześle jej w matrixie i jak będzie miała jakieś pytania to pogadamy jeszcze. Zgodziła się, więc pomyślałem, że coś zaczyna się dziać. Popatrzyłem na swoją super siódemkę i zapytałem się jej czy chce więcej światła. Oczywiście odpowiedzi udzieliłem sobie sam, tak chcę abyś dał mi więcej światła. Wyruszyłem do znajomego sklepu, w moim pobliżu. Chłopak sprzedawca czując moje zainteresowanie, zmartwionym głosem poradził mi abym udał się do centrum siódemek, tam mają odpowiednie światło. Ok., postanowiłem nie marnować dnia i wyruszyłem za głosem sprzedawcy. Na miejscu przywitała mnie miła dziewczyna, która powiedziała, że mają. Jednocześnie pobawiliśmy się w zgaduj zgadulę – ona porozumiewawczo stwierdziła, że:
- wesela,
- nie odpowiedziałem z uśmiechem,
- więc co?
- fashion, odpowiedziałem
Jakież było jej zdziwienie, więc pomyślałem, że będąc w centrum zacznę się targować, wykorzystując odmienność moich zainteresowań.
- a bateria taka najmocniejsza, zapytałem?
- jest ale kosztuje sporo
- dam trochę mniej jak sporo i wezmę światło z baterią.
W domu wszystko przymierzyłem, poczułem się jak snajper składający swój sprzęt.
Zmęczony zasnąłem i nie śniło mi się nic. I tak wiedziałem, że pogadam z nim jutro.
+++
Hide And Seek - Imogen Heap
Kolejny wyraz uznania dla super baby.
Moje piórko fruwa tam gdzie chcę, jest jak statek w morzu moich myśli.
Zacząłem obmyślać scenariusz do filmu o NIEJ. Pomyślałem, że może jednak się spotkamy jeszcze raz i pogadamy o tym. W końcu jednak, zdecydowałem, że wystartujemy od razu. Po przemyśleniach wpadł mi do głowy pewien pomysł, aby zrobić z JEJ życia takie backstage. Zacząłem szukać odpowiednich miejsc. Pomyślałem o swojej dentystce, która ma całkiem nowoczesną klinikę. Zadowolony, ze swojego pomysłu poszedłem spać.
Obudziłem się rano i stwierdziłem, że nic mi się nie śniło. Natomiast poczułem ból w lewym łokciu. Hmmm, przecież nie jestem mańkutem, przeszło mi przez głowę, a już na pewno nie bokserem i poczułem, że znowu śpię…
Opakowany technologią i tak zawsze zmierzam do zielonego lasu wspomnień.
Dzisiaj rano dostałem wiadomość, że modelki wracają za parę godzin. Przygotowałem sprzęt i wyruszyłem na lotnisko.
Samolot się opóźnił, więc w hali przylotów ponakręcałem jakieś maszerujące watahy podróżnych, pilotów, wojskowych, trafił się nawet jeden polityk.
W końcu wyszły, a na końcu ONA. Zacząłem kręcić sceny z innymi modelkami, aby w końcu dotrzeć do tej właściwej. Wynikło jakieś nieporozumienie. Coś zaiskrzyło w grupie. Więc się zwinąłem. Po wyjściu zauważyłem, że ONA jest sama i ma niewesołą minę.
Zapytałem co słychać gwiazdo?
Zobaczyłem takie dziwne spojrzenie, jakbym był kimś totalnie nieznanym,
- a nic, problemy…
- mogę Ci jakoś pomóc?
- nie dziękuję
Wiedziałem, że tak odpowie, pomyślałem, żeby lepiej spadać i nie zawracać głowy.
- ok., powiedziałem i spadłem…
W domu jakoś też miałem nastrój słodko kwaśny. Łaziłem z kąta w kąt i szukałem dziury w oknie. Wypakowałem oko snajpera, czyli moją profi siódemkę. Popatrzyłem na nią, ziewnąłem i poszedłem spać.
Sen jakoś długo nie nadchodził. Wstałem, włączyłem magiczne oko i trafiłem, na jakieś mordobicie, na wysokim poziomie. To chyba była jakaś waga ciężka, więc pewnie i wygrana była mocna, pomyślałem.
Znowu ziewnąłem i tym razem sen przykrył mnie kloszem szarości.
Usłyszałem jednostajne skandowanie jakiegoś tłumu. Dźwięk narastał jak obsesyjna mantra. Znalazłem się na ringu, Na widowni siedziało serducho. Zrozumiałem, że jestem bokserem i wiedziałem dla kogo mam walczyć. Mój przeciwnik był takim blond mięśniakiem. Taki koleś dopieszczony przez geny i bardzo pewny siebie. No nic, przeszło mi przez głowę, szanse nie wyglądają najlepiej, ale kto nie strzela ten nie trafia… W moim rogu ON machał skrzydłem, zamiast ręcznikiem. Popatrzyłem na NIEGO i zapytałem:
- w co ty żeś mnie wkręcił?
- przecież ja prowadzę matrixowy tryb życia, nie objadam się jakimiś dopalaczami dla mięśniaków,
On nic nie mówił tylko poważnie machał tym skrzydłem.
Ale jazda, nie dość, że bez trzymanki, to jeszcze niewiadomo czy droga cała…
Byczek z przeciwnego rogu zaczął świecić białą nasadką na zęby zaczepnie. Mantra była coraz głośniejsza. No dobra startujemy, jakiś gong nam to oznajmił. Podszedłem bliżej do niego, ale ten ring coś miał miękką podłogę i nie można było skakać, bo nogi wpadały jak w pierzynę na zapadniętym łóżku. Na początku spodziewana niespodzianka – dostałem ciosa w lampę, zobaczyłem błysk, poczułem spóźniony ból oraz słodki smak pokruszonych zębów w ustach. Leżałem tak przez chwilę, czułem odliczanie i jakoś się podniosłem. Przyjąłem technikę walki chińczyka, czyli totalny unik. Mięśniak się zaczął wkurzać i o to chodziło. W pewnym momencie naprężyłem się jak krab, złapałem go wpół, rzuciłem jak manekinem o liny, odbił się i podczas lotu zasadziłem mu prostą lufę w ten pewny dziób. Poczułem tylko, jak od uderzenia przesuwa mi się coś w łokciu. Widzowie szaleli jak w czasach zamierzchłych z kciukami w dół. Sędzia liczył już druga dziesiątkę z niedowierzaniem, że pierwsza była może za szybka. Hormoniak leżał na ringu i ręką dawał znać, że przeżył.
Odwróciłem się popatrzyłem na NIEGO, potem na serducho i poszedłem.
+++
Powiało milenijnym niepokojem, ale i tak wśród tych elektronicznych gadżetów najważniejsza jest kobieta - Tina Cousins - Mysterious Times.
Biegnę do ciebie już tyle lat – nie pozwól złapać mi oddechu!
Kocham czerwone czapki z daszkiem, jakbym mógł to bym w nich spał.
Zasnąłem na wiele godzin. Za oknem moich snów zobaczyłem molo i przygotowania do pokazu. Wiedziałem, że dzisiaj ON jest projektantem mody.
Pierwszy raz zapytał czy mam ze sobą kamerę.
Powiedziałem, że tak.
To poczekaj, powiedział.
Nagle zobaczyłem, że podeszła do mnie ONA. Wyglądała bardzo majestatycznie. Z wrażenie, mało kamera mi ze statywu nie zleciała. Nie widziałem co powiedzieć. Zapytałem wprost:
- czy możesz przejść się, o tutaj w zasięgu mojego filmowania pokazałem ręką zataczając małe koło?
- oczywiście, otrzymałem szczery uśmiech.
- super – powiedziałem, nie mogąc wyjść z podziwu.
Zajęty trafianiem okiem kamery w jej sylwetkę, nie zwracałem uwagi na detale, które były nagrywane.
Poprosiłem ją jeszcze o to, żeby usiadła na krześle. Za chwilę odpłynęła jak żaglowiec do grupy modelek, a za nią na krzesło spadło takie małe piórko jak w filmie Forrest Gump.
Pierwszy raz filmowałem pokaz mody, ale nic nie pamiętam. Cały czas miałem przed oczami jej uśmiech i to piórko schowane ukradkiem do kieszeni.
Po pokazie podszedł do mnie ON, z takim zawadiackim uśmiechem i powiedział:
- pogadamy jutro.
Nawet się ucieszyłem, bo i tak nie byłbym w stanie o niczym rozmawiać.
+++
Forrest Gump – jeden z moich ulubionych filmów. Czasem upodabniam się do głównego bohatera, no i ta muzyka…
Nie sądziłem, że obróbka materiału filmowego, to taka wdzięczna praca. Człowiek chciałby wszystko zachować, ale film rządzi się swoimi prawami. To co dla nas jest fascynujące, dla przeciętnego oglądacza robi się nudne. Najpierw nakreśliłem sobie schemat sceny odlotu – przyjazd, odprawa uśmiechy.
To wystarczy, pomyślałem, no może między przyjazdem, a odprawą jakieś przebitki typu gołębie i czule żegnająca się para, ostatnie przypominamy radzimy od agentki. Wszystko gra, jest ruch początkowy, spadam z oddalonego budynku na faceta, który ciągnie walizę – potem wpadam z nim w ten rytm, aż do momentu kiedy mija modelki. Rozmowy, śmiechy itp. Skaczę z dachu lotniska na nie dwa razy – raz z jednego gołębia, potem z pary gołębi. Odprawa, bagaż, ostatnie SMS-y, czułe pożegnanie pary z boku, tablica odlotów, model samolotu, uśmiechy i machania. Dobra mam. Na pierwszy raz nie jest źle. Uradowany, oglądałem parę razy najważniejszy dla mnie uśmiech…
Zobaczę jutro czy mi się będzie podobać. Zadowolony z siebie poszedłem spać.
Tym razem przyśniło mi się, że jestem na lotnisku, a pasem startowym jest molo w Sopocie. Nikogo nie było, słońce świeciło i wiał lekki wiatr. Pomimo dnia wszystkie lampy na molo świeciły na maksa! Na końcu zobaczyłem JEGO jak mi macha, abym przyszedł do niego. Zacząłem iść powoli i za każdym krokiem widziałem, że podnoszę się coraz wyżej, a lampy z molo robią się coraz mniejsze. Niesamowite, ja po prostu wystartowałem! Molo zrobiło się malutkie, widziałem tylko JEGO jak tańczy uradowany na dole. Wokół mnie latały zdziwione mewy i widziałem jak kręcą głowami jedna do drugiej na zmianę, z charakterystycznym piskiem plotkarek:
- widzisz to – on lata,
- to niemożliwe, wtórowała jej druga.
Między kolejnymi mewami ten cykl się powtarzał, jak w starej zabawie – moja kasa nie przyjmuje – podaj dalej…
+++
Victor Wooten - Norwegian Wood
Rewelacyjna technika gry na gitarze basowej i to bez żadnych elektronicznych gadżetów.
Agentka poprosiła mnie abym nakręcił parę scen z lotniska jak odlatują. Oczywiście zgodziłem się. Miałem okazję, aby ją zobaczyć. Najpierw kręciłem z bliska, potem odszedłem dalej. Zrobiłem zrzut oka kamery z dachu na wejście przy którym stały dziewczyny. Dziwna sprawa na dachu był taki śmieszny gołąb. Zrobiłem jeszcze jeden zrzut i o dziwo tym razem były dwa gołębie, jeden podążał za drugim. Pewnie jakaś para pomyślałem. Na koniec scenka przed odprawą, na pożegnanie otrzymałem szeroki uśmiech od niej, więc z radością wracałem do domu.
Zgrałem materiał z lotniska na komputer i postanowiłem, że jutro potrenuję montaż i cięcia scen.
Tym razem śni mi się molo, siedzę sobie wygodnie na białej ławce i patrzę jak maszerują ludzie w różnych kierunkach. Czas mija trochę wolniej niż zwykle, promienie słońca drażnią się ze mną chowając sie co chwilę, za strzępy białych chmur. Poczułem jego obecność. Już w myślach zacząłem sie wkurzać na NIEGO, że zostawił mnie na tyle dni samego, a ja się plącze tutaj w niewiedzy i obijam od nastroju do nastroju. Zobaczyłem GO. Usiadł przy mnie. Zdałem sobie sprawę, że zawsze jak się widzieliśmy nikogo nie było, a teraz pełno tu turystów. Poczułem się jak w kościele, gdy chce komuś coś powiedzieć, robię to takim szeptem, jakbym się nie ruszał i nie mówił. On był szybszy,
- dostałem trochę urlopu. Szef był ze mnie zadowolony, a właściwie z Ciebie. Mam nadzieję, że nie popadniesz w samozachwyt powiedział.
- Ja ? nie żartuj sobie, powiedziałem, jednak zwykła ludzka złość zwyciężyła, przeszło mi przez głowę, musiałem mu trochę dokuczyć…
Mówisz mi o jakiś misjach, że serducho trzeba ratować, a ja normalny facet jestem kapujesz? Czemu ta dziewczyna jest taka piękna? Nie mówię, aby była straszna, ale chociaż przeciętna. A tak to moje życie wywróciło się do góry nogami, jak ja mam dalej żyć? Ty sobie na urlopy latasz, a ja już totalnie straciłem głowę.
Zaczął się śmiać, no widzisz powiedział jaki ty odpowiedzialny jesteś, dlatego zostałeś wybrany. Myślisz o wszystkim, przejmujesz się. Pomyśl tak, dziewczyna jest piękna, to trudna misja, bierzemy najlepszych, bo taki jesteś kapujesz?
E tam, nie cukruj…
I tak gadaliśmy trochę, mnie złość mijała, a on był jak najlepszy przyjaciel. Czasem tylko ktoś z turystów popatrzył na mnie jakbym był brzuchomówcą.
+++
Every Breath You Take
Jedna z ciekawszych wersji tej piosenki - koncert w TOKYO DOME
Najbardziej podoba mi się od 3:13
Postanowienie!
Jutro jadę do szkoły i koniec tego obijania się, pomyślałem. Dzisiaj posprawdzam zabawki, zaplanuje od czego zacząć, wymyśle odpowiedzi na różne sytuacje, bo szykuje się do poważnego momentu.
Kamera , muzyka start – wymyślałem sceny, aż do znudzenia.
Teraz, gdy mam już cały sprzęt, wszelkie narzędzia, czuje się jak komandos naszpikowany najnowszymi zdobyczami techniki i jestem gotowy aby wyruszyć w nieznane. Czekam na sygnał i wtedy wiem, że trudno będzie mnie powstrzymać, aż zakończę misję!
Czekam na niego, ON musi dać mi wskazówki!