W pochodzie samotności, widzę coraz mniej obcości.
Stalowo szare masywy chmur pełzły w gradobicia czas. Rozdmuchane jaskółki, odpadły przy próbie podejścia do wysokiego lotu. Fryzury drzew, ugięte pod światłami wiatru barw, zapraszały na owację strat. Przyciśnięte pola traw, oddychały jakby kamień z serca im spadł.
Ja wiedziałem, że to start. Start projekcji Twoich snów, na makiecie życia szans. Ustawiamy sobie drzewka, domki, drogi, rzeki. Każde z nas ma inną wizję spraw, niekończących się zapowiedzi, odebranych z losu lat.
Stalowo szare masywy chmur rozsypały nasze makiety w świat. Lodowate kulki uporządkowały naszej wizji smak.
Czy gdy wejdę oknem bez słów, to czy uśmiechem obejmiesz obraz mój?
Zatraciłem swoje zmysły , aby słońce padło znów.
Odebrałem wielkie brawa, chociaż dzień był tylko Twój.
Zaklinałem swoje myśli, by w Twym oknie wciąż powiewał portret mój.
Nasza mapa wspólnych dróg jest tuż, tuż…
By to co zamknięte, odkręciło fontanny radości i powodzi szał…
W akwarium moich spraw szóstego dnia wyschła woda.
Cofałem kalendarz , aby dzień szósty nigdy się nie skończył. Skradzione noce na pościeli moich snów pełzały, wciąż odkręcając to co wiadome w tajemnicze. Spałaś i Ty, a ja zapalałem światło naszych spraw w południe mrocznych kłamstw. Cały ten szybki pożar, płynął w łódce moich zachcianek, jakby czekając na Twój rozkaz. Zasypany burzą Twoich włosów, uciekałem w ognia smak.
To moja droga, choć w okna pukał znowu brzask, to moja walka, by usłyszeć na nowo Twój wrzask.
Nie zawiodłem Cię, choć to tak krótko trwa,
Nie zawiodłem Cię, bo to nie jest gra,
Nie zawiodłem Cię, choćbym chciał.
Czekam na sygnały Twoje, które zawsze będą moje,
Czekam na wiosny odśnieżone, aby zachwycić serce Twoje,
Czekam na Ciebie, chociaż bardzo się boję.
Patrzysz na mnie z ukrycia, wiem to, bo jestem w sieci niciach,
Patrzysz na mnie z ukrycia, bo dostałem pędu do życia,
Patrzysz na mnie z ukrycia, bo odwlekasz przeznaczenia komunikat.
Po co nam rakiety wspomnień, skoro teraz możemy strzelić w przyszłość?
Nie trzeba strzelać w przeszłość, bo to już nie istnieje,
Nie trzeba wchodzić w rany, bo zagojone są od dawna,
Nie trzeba łapać smutku, bo sklejony jest z ranami.
Popatrz właśnie tu, jest ciągle niewygodnie,
Popatrz trochę w dal, to właśnie jest już dobrze,
Popatrz całkiem w dal, już dźwigam most Twych marzeń.
Zastawiam cały czas, w ruletce naszych dni,
Zastawiam płomień nasz, w ognisku naszych marzeń,
Zastawiam już ten czas, który kwitnie nam od rana.
Kochanie to wieczne poszukiwania. Idziemy sobie brzegiem morza, uważając aby nas żadna z fal nie dosięgła, trzymając buty w ręku. Niestety nie da się, zawsze jakaś fala nieporozumienia w nas chluśnie. Nie tak łatwo jest utrzymać prostą, ale to chyba lepiej. Przecież nie szukamy ideału, tylko pragniemy tych fal co zmywają niepotrzebne zgrzyty. Dajmy sobie statek pełen marzeń, a jeśli nawet się przewróci, to i tak nasze marzenia wypłyną na piękna plażę.