Pokaż mi swój księżyc, abym nigdy nie zgubił do Ciebie drogi.
Po nagraniu w klinice i u stylistki pojechaliśmy na ostatnia stację metra. Tam mieliśmy umówioną wizytę w dosyć nietypowym gabinecie odnowy. Na miejscu powiedzieli nam, że mamy pół godziny wolnego czasu.
Poszliśmy na mały spacer, po drodze wpadliśmy na bazar. ONA kupiła ogromne jabłko, a ja w myślach przypomniałem sobie o raju i oczywiście otrzymałem propozycje spróbowania tego owocu. Nie zastanawiałem się długo. Potem powiedziała:
- usiądźmy na chwilę, na tej ławce.
ONA i ja wiemy kto był patronem tego miejsca. Teraz wiem, gdzie naprawdę mieszka mój Anioł.
Mój sen był bardzo wyrazisty. To było bardzo luksusowe pomieszczenie w którym stał stół bilardowy. Siedziałem w ogromnym fotelu i zastanawiałem się jaki jest mój sens życia. Myśli przelatywały mi, jak przeciągi po firankach, ale żadna nie zagrzała długo miejsca. Westchnąłem i zacząłem rozglądać się po całym tym pomieszczeniu. Na ścianach wisiały jakieś abstrakcyjne obrazy, ale w głównym miejscu był jeden bardzo odmienny i naturalny. Gdy patrzyłem na niego miałem wrażenie, jakbym nastawiał ostrość w obiektywie aparatu. Z lewej strony pojawiła się sympatyczna choinka, po prawej wazon z kwiatami, a w tle było okno. W środku stała ONA, w białej spódnicy oraz czarnej koszulce. Jej wzrok był bardzo kochany… Co tu dużo pisać, teraz jestem pewien, że gdy kiedyś tam będę przechodził na drugą stronę, to zabiorę tą fotografię jako najważniejszą. Być może dojdą jeszcze inne , ale tylko z NIĄ. Gdybym miał stwierdzić, jakie jest moje największe marzenie, to być w takiej sytuacji jak ONA na tym zdjęciu z NIĄ.
Z tych moich rozkosznych marzeń wyrwał mnie JEGO głos:
- zagramy?
- tak odpowiedziałem sennie, wciąż rozkoszując się moimi marzeniami,
- to zaczynaj, powiedziałem, żeby mieć jeszcze trochę czasu.
Graliśmy sobie i ja przegrałem. Zaproponował rewanż i zapytał:
- o co zagramy?
- jak wygram, powiesz mi jaki jest sens mojego życia,
- ok, powiedział, więc zaczynaj, ale jeśli przegrasz, od jutra bierzesz się za JEJ serducho,
- mówiłeś, że to moja misja, zapytałem?
- nadchodzi ten czas, musimy się jednak pośpieszyć.
Zgarnąłem wszystkie kule w trójkąt i zacząłem się przymierzać do strzału. W imię skupienia nakredowałem swój kij i strzeliłem z całych sił. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie, jak rozpływające się dno czystego morza, gdzie wszystko rozchodzi się promieniście, a jednocześnie jak grad spadających małych piłek. Kule zaczęły tańczyć po całym stole. Nie wiedziałem co się stało. Pingowaliśmy na siebie wzrokiem, jakby szukając nieznanej odpowiedzi. Trwało to jakąś chwilę i nagle usłyszałem, jakby stuk wszystkich jedna o drugą. Ułożyły się w trzyliterowy napis. Popatrzyłem na NIEGO i ON zbladł. Na stole było napisane kulami ONA.
- wiesz, myślałem, że będziesz jednak jednym z nas , powiedział…
- nie martw się, zawsze będę, ale prawdziwa miłość jest najważniejsza. Może TY to kiedyś zrozumiesz, tak jak ja zaczynam rozumieć Was.
Czasem trzeba przerwać wędrówkę, aby cieszyć się z obecności obecnych.
Teraz już może być tylko lepiej. Majaki odpłynęły, myśli wróciły, temperatura spadła. Czas zacząć coś robić. Jutro mam spotkanie w klinice z szefową, modelką. Jak znam życie pogadamy o tym i tamtym oraz zaczniemy kręcić pierwsze sceny. Muszę przygotować super siódemkę oraz zapas odpowiednich taśm, no i podładować baterię. Ja chyba dzisiaj nie zasnę, bo jak się spóźnię to zawalę całą sprawę, a film jest najważniejszy. Jeśli go nie zacznę, to tak jakbym cofnął się o parę lat wstecz… Jutro zaczyna się długo oczekiwany rezonans czasu.
Zadzwoniłem do NIEJ i powiedziałem, że jesteśmy umówieni w klinice w następny piątek. Obiecałem, że adres prześle jej w matrixie i jak będzie miała jakieś pytania to pogadamy jeszcze. Zgodziła się, więc pomyślałem, że coś zaczyna się dziać. Popatrzyłem na swoją super siódemkę i zapytałem się jej czy chce więcej światła. Oczywiście odpowiedzi udzieliłem sobie sam, tak chcę abyś dał mi więcej światła. Wyruszyłem do znajomego sklepu, w moim pobliżu. Chłopak sprzedawca czując moje zainteresowanie, zmartwionym głosem poradził mi abym udał się do centrum siódemek, tam mają odpowiednie światło. Ok., postanowiłem nie marnować dnia i wyruszyłem za głosem sprzedawcy. Na miejscu przywitała mnie miła dziewczyna, która powiedziała, że mają. Jednocześnie pobawiliśmy się w zgaduj zgadulę – ona porozumiewawczo stwierdziła, że:
- wesela,
- nie odpowiedziałem z uśmiechem,
- więc co?
- fashion, odpowiedziałem
Jakież było jej zdziwienie, więc pomyślałem, że będąc w centrum zacznę się targować, wykorzystując odmienność moich zainteresowań.
- a bateria taka najmocniejsza, zapytałem?
- jest ale kosztuje sporo
- dam trochę mniej jak sporo i wezmę światło z baterią.
W domu wszystko przymierzyłem, poczułem się jak snajper składający swój sprzęt.
Zmęczony zasnąłem i nie śniło mi się nic. I tak wiedziałem, że pogadam z nim jutro.
+++
Hide And Seek - Imogen Heap
Kolejny wyraz uznania dla super baby.
Zgubiłem klucz do twojego serca, co tam otworzę go wytrychem namiętności
Obudziło mnie rytmiczne podskakiwanie telefonu na stole. Ojej, dzisiaj miałem o 9 być w klinice aby pogadać o scenariuszu i filmie. Jest 11, no ładnie. Poczekałem, aż telefon się uspokoił. Popatrzyłem na numer – no tak szefowa kliniki… Za chwilę dzwonię, to mocna i konkretna kobieta. Powiedziałem, że mam zaburzenia snu odkąd nie palę.
- proszę przyjść za tydzień razem z modelką – usłyszałem – jest pan usprawiedliwiony…
- dziękuję i przepraszam…
Ale numer, jak dziecko wiecznie spóźniony…. Nienawidzę tego, zawsze tak jest najpierw pierwsza w nocy, potem robi się siódma rano…
Dobra trzeba jakoś ogarnąć ten dzień i zacząć coś załatwiać. Pomyślałem o scenariuszu i się zmęczyłem, haha. Nie no trzeba iść w improwizację, jak zacznę coś ustalać, to los będzie chciał inaczej, więc idziemy z losem za pan brat.
Fotografie są jak dłonie, które trzymają czas wspomnień.
Długo włóczyłem się w przestworzach matrixa. Nareszcie dotarło do mnie, że muszę coś zacząć robić z tym filmem o NIEJ. Dałem jej sygnał przez sieć, ale jakoś wyczułem, że nie jest specjalnie zachwycona całą tą akcją.
Zapytałem wprost czy mam szukać innej modelki?
No ok., niech ci będzie, powiedziała i umówiłem się z nią na pierwsze zdjęcia w klinice mojej znajomej. Tydzień przed mam pojechać do kliniki aby uzgodnić szczegóły.
Trochę kiepski ten początek, ale ja na razie jestem rozpędzony i nie dociera do mnie wszystko.
Moje piórko fruwa tam gdzie chcę, jest jak statek w morzu moich myśli.
Zacząłem obmyślać scenariusz do filmu o NIEJ. Pomyślałem, że może jednak się spotkamy jeszcze raz i pogadamy o tym. W końcu jednak, zdecydowałem, że wystartujemy od razu. Po przemyśleniach wpadł mi do głowy pewien pomysł, aby zrobić z JEJ życia takie backstage. Zacząłem szukać odpowiednich miejsc. Pomyślałem o swojej dentystce, która ma całkiem nowoczesną klinikę. Zadowolony, ze swojego pomysłu poszedłem spać.
Obudziłem się rano i stwierdziłem, że nic mi się nie śniło. Natomiast poczułem ból w lewym łokciu. Hmmm, przecież nie jestem mańkutem, przeszło mi przez głowę, a już na pewno nie bokserem i poczułem, że znowu śpię…
Opakowany technologią i tak zawsze zmierzam do zielonego lasu wspomnień.
Dzisiaj rano dostałem wiadomość, że modelki wracają za parę godzin. Przygotowałem sprzęt i wyruszyłem na lotnisko.
Samolot się opóźnił, więc w hali przylotów ponakręcałem jakieś maszerujące watahy podróżnych, pilotów, wojskowych, trafił się nawet jeden polityk.
W końcu wyszły, a na końcu ONA. Zacząłem kręcić sceny z innymi modelkami, aby w końcu dotrzeć do tej właściwej. Wynikło jakieś nieporozumienie. Coś zaiskrzyło w grupie. Więc się zwinąłem. Po wyjściu zauważyłem, że ONA jest sama i ma niewesołą minę.
Zapytałem co słychać gwiazdo?
Zobaczyłem takie dziwne spojrzenie, jakbym był kimś totalnie nieznanym,
- a nic, problemy…
- mogę Ci jakoś pomóc?
- nie dziękuję
Wiedziałem, że tak odpowie, pomyślałem, żeby lepiej spadać i nie zawracać głowy.
- ok., powiedziałem i spadłem…
W domu jakoś też miałem nastrój słodko kwaśny. Łaziłem z kąta w kąt i szukałem dziury w oknie. Wypakowałem oko snajpera, czyli moją profi siódemkę. Popatrzyłem na nią, ziewnąłem i poszedłem spać.
Sen jakoś długo nie nadchodził. Wstałem, włączyłem magiczne oko i trafiłem, na jakieś mordobicie, na wysokim poziomie. To chyba była jakaś waga ciężka, więc pewnie i wygrana była mocna, pomyślałem.
Znowu ziewnąłem i tym razem sen przykrył mnie kloszem szarości.
Usłyszałem jednostajne skandowanie jakiegoś tłumu. Dźwięk narastał jak obsesyjna mantra. Znalazłem się na ringu, Na widowni siedziało serducho. Zrozumiałem, że jestem bokserem i wiedziałem dla kogo mam walczyć. Mój przeciwnik był takim blond mięśniakiem. Taki koleś dopieszczony przez geny i bardzo pewny siebie. No nic, przeszło mi przez głowę, szanse nie wyglądają najlepiej, ale kto nie strzela ten nie trafia… W moim rogu ON machał skrzydłem, zamiast ręcznikiem. Popatrzyłem na NIEGO i zapytałem:
- w co ty żeś mnie wkręcił?
- przecież ja prowadzę matrixowy tryb życia, nie objadam się jakimiś dopalaczami dla mięśniaków,
On nic nie mówił tylko poważnie machał tym skrzydłem.
Ale jazda, nie dość, że bez trzymanki, to jeszcze niewiadomo czy droga cała…
Byczek z przeciwnego rogu zaczął świecić białą nasadką na zęby zaczepnie. Mantra była coraz głośniejsza. No dobra startujemy, jakiś gong nam to oznajmił. Podszedłem bliżej do niego, ale ten ring coś miał miękką podłogę i nie można było skakać, bo nogi wpadały jak w pierzynę na zapadniętym łóżku. Na początku spodziewana niespodzianka – dostałem ciosa w lampę, zobaczyłem błysk, poczułem spóźniony ból oraz słodki smak pokruszonych zębów w ustach. Leżałem tak przez chwilę, czułem odliczanie i jakoś się podniosłem. Przyjąłem technikę walki chińczyka, czyli totalny unik. Mięśniak się zaczął wkurzać i o to chodziło. W pewnym momencie naprężyłem się jak krab, złapałem go wpół, rzuciłem jak manekinem o liny, odbił się i podczas lotu zasadziłem mu prostą lufę w ten pewny dziób. Poczułem tylko, jak od uderzenia przesuwa mi się coś w łokciu. Widzowie szaleli jak w czasach zamierzchłych z kciukami w dół. Sędzia liczył już druga dziesiątkę z niedowierzaniem, że pierwsza była może za szybka. Hormoniak leżał na ringu i ręką dawał znać, że przeżył.
Odwróciłem się popatrzyłem na NIEGO, potem na serducho i poszedłem.
+++
Powiało milenijnym niepokojem, ale i tak wśród tych elektronicznych gadżetów najważniejsza jest kobieta - Tina Cousins - Mysterious Times.