Archive for the ‘Molo’ Category

h1

Serducho 05.03.2008

5 marzec, 2008

Biegnę do ciebie już tyle lat – nie pozwól złapać mi oddechu!

Kocham czerwone czapki z daszkiem, jakbym mógł to bym w nich spał.
Zasnąłem na wiele godzin. Za oknem moich snów zobaczyłem molo i przygotowania do pokazu. Wiedziałem, że dzisiaj ON jest projektantem mody.
Pierwszy raz zapytał czy mam ze sobą kamerę.
Powiedziałem, że tak.
To poczekaj, powiedział.
Nagle zobaczyłem, że podeszła do mnie ONA. Wyglądała bardzo majestatycznie. Z wrażenie, mało kamera mi ze statywu nie zleciała. Nie widziałem co powiedzieć. Zapytałem wprost:
- czy możesz przejść się, o tutaj w zasięgu mojego filmowania pokazałem ręką zataczając małe koło?
- oczywiście, otrzymałem szczery uśmiech.
- super – powiedziałem, nie mogąc wyjść z podziwu.
Zajęty trafianiem okiem kamery w jej sylwetkę, nie zwracałem uwagi na detale, które były nagrywane.
Poprosiłem ją jeszcze o to, żeby usiadła na krześle. Za chwilę odpłynęła jak żaglowiec do grupy modelek, a za nią na krzesło spadło takie małe piórko jak w filmie Forrest Gump.
Pierwszy raz filmowałem pokaz mody, ale nic nie pamiętam. Cały czas miałem przed oczami jej uśmiech i to piórko schowane ukradkiem do kieszeni.
Po pokazie podszedł do mnie ON, z takim zawadiackim uśmiechem i powiedział:
- pogadamy jutro.
Nawet się ucieszyłem, bo i tak nie byłbym w stanie o niczym rozmawiać.

+++

Forrest Gump – jeden z moich ulubionych filmów. Czasem upodabniam się do głównego bohatera, no i ta muzyka…

h1

Serducho 02.03.2008

2 marzec, 2008

Przebiegłem ocean dźwięków, a tylko dwa z nich są najważniejsze.

Moja czterostrunowa to niesamowita maszyna. Jest miękka, elastyczna i wrażliwa. To nie przesada, gitara basowa ma grube struny i łatwo nabawić się bąbelków na palcach. Ma wąski gryf, który pozwala robić różne łamańce. Bardzo mi to odpowiada, lubię grać swoim stylem – dwa palce flażolety trzeci dociska linie basową. Po wrzuceniu tego na przetworniki robi się niesamowita ściana dźwięku. Wpadam w samozachwyt i męczę do znudzenia niektóre akordy. Tak akordy, ja gram akordami na basie. Przypomniał mi się mój stary kawałek, który teraz trochę przerobiłem i nazwałem „ONA leci”. Zgrałem to na dwie ścieżki w komputerze, po uprzednim nagraniu rytmu z automatu. Jak obczaję resztę gadżetów w moich programach, to porobię jakieś dodatkowe loopy, żeby nie było za monotonnie.

Kolejny raz śni mi się Sopot. Niestety pogoda nienajlepsza, znowu pada i wieje silny wiatr. Szukam JEGO na molo, ale nikogo nie widzę. Plaża mokra, więc chodzę tylko po bezpiecznych deskach długiego pomostu. Jednak pomimo złej aury, spaceruje czasem jakaś para, zatroskana o swoje samopoczucie. Żal mi się robi, że nie mam kogo przytulić, ochronić przed wiatrem…
Przypomniało mi się zdarzenie z NIM dotyczące strachu, a konkretnie ta para w pociągu. Teraz wiem jakie dźwięki są najważniejsze w życiu, to DWA SERDUCHA.

+++

Doug Wimbish of Living Colour
Tego Pana bardzo lubię – łączy w sobie grę na basie z całą masą różnych gadżetów. Kto się domyśli ze słuchu, że to tylko gitara basowa? :)

h1

Serducho 01.03.2008

1 marzec, 2008

Twój uśmiech jest jak strzała dobroci.

Przeglądam nagranie z lotniska na komputerze i zaczynam scalać niektóre sceny. Najbardziej podoba mi się efekt fadowania. Sceny przenikają się wzajemnie. Znowu dotarłem do najważniejszego uśmiechu i nie mogę sobie odpuścić jak maniak, powiększam go na cały ekran.
Dzisiaj pobawię się jeszcze tym sprzętem, a jutro wezmę się za granie.

Znowu jestem w Sopocie. Od morza wieje silny wiatr i pada deszcz. Na molo widzę, że coś się dzieje. Ktoś organizuje pokaz mody, pomimo takiej paskudnej aury. Modelki szykują się do wybiegu. Szukam projektanta  i nagle ku mojemu osłupieniu widzę, że  to jest ON. Coś tam pokazuje, daje znać całej obsłudze, że jeszcze nie teraz, lepiej będzie jutro. Wszyscy się zwijają i rozchodzą. Kiedy zostaje sam, podchodzę do niego i pytam co jest grane?
ON się uśmiecha i mówi, że nic szczególnego, tak sobie improwizuję powiedział.
Jak to, niedowierzam?
No tak to, po prostu dziewczyna jest modelką, chciałem się przekonać, jak to jest w rzeczywistości – odpowiada.
No, a ci ludzie skąd ich wziąłeś – pytam dalej?
To znajomi z pracy – uśmiecha się.
Ale to jakiś absurd! Co to jakieś targi nowych skrzydeł czy co?
Zaczął się głośno śmiać, dawno nie widziałem go tak rozbawionego…
To test, powiedział, naprawdę. Chcę zainscenizować pewną sytuację, to dotyczy, też ciebie – powiedział. Jutro wszystkiego się dowiesz.
Nie wiedziałem czy się cieszyć, czy denerwować, jedno było pewne – ON coś wymyśla i pewnie mnie czymś zaskoczy.
Pogadałem z NIM trochę o lataniu, takie tam pytania – jak się zatrzymać, skręcać itp.

+++

City of Angels to jeden z fajnych nastrojowych filmów jakie znam. W jakiś sposób oddaje to co czuję.

h1

Serducho 28.02.2008

28 luty, 2008

Tniemy i  montujemy.

Nie sądziłem, że obróbka materiału filmowego, to taka wdzięczna praca. Człowiek chciałby wszystko zachować, ale film rządzi się swoimi prawami. To co dla nas jest fascynujące, dla przeciętnego oglądacza robi się nudne. Najpierw nakreśliłem sobie schemat sceny odlotu – przyjazd, odprawa uśmiechy.
To wystarczy, pomyślałem, no może między przyjazdem, a odprawą jakieś przebitki typu gołębie i czule żegnająca się para, ostatnie przypominamy radzimy od agentki. Wszystko gra, jest ruch początkowy, spadam z oddalonego budynku na faceta, który ciągnie walizę – potem wpadam z nim w ten rytm, aż do momentu kiedy mija modelki. Rozmowy, śmiechy itp. Skaczę z dachu lotniska na nie dwa razy – raz z jednego gołębia, potem z pary gołębi. Odprawa, bagaż, ostatnie SMS-y, czułe pożegnanie pary z boku, tablica odlotów, model samolotu, uśmiechy i machania. Dobra mam. Na pierwszy raz nie jest źle. Uradowany, oglądałem parę razy najważniejszy dla mnie uśmiech…
Zobaczę jutro czy mi się będzie podobać. Zadowolony z siebie poszedłem spać.
Tym razem przyśniło mi się, że jestem na lotnisku, a pasem startowym jest molo w Sopocie. Nikogo nie było, słońce świeciło i wiał lekki wiatr. Pomimo dnia wszystkie lampy na molo świeciły na maksa! Na końcu zobaczyłem JEGO jak mi macha, abym przyszedł do niego. Zacząłem iść powoli i za każdym krokiem widziałem, że podnoszę się coraz wyżej, a lampy z molo robią się coraz mniejsze. Niesamowite, ja po prostu wystartowałem! Molo zrobiło się malutkie, widziałem tylko JEGO jak tańczy uradowany na dole. Wokół mnie latały zdziwione mewy i widziałem jak kręcą głowami jedna do drugiej na zmianę, z charakterystycznym piskiem plotkarek:
- widzisz to – on lata,
- to niemożliwe, wtórowała jej druga.
Między kolejnymi mewami ten cykl się powtarzał, jak w starej zabawie – moja kasa nie przyjmuje – podaj dalej…

+++

Victor Wooten - Norwegian Wood
Rewelacyjna technika gry na gitarze basowej i to bez żadnych elektronicznych gadżetów.