Kolejny „lejny” dzień, deszcz nie daje za wygraną. Czas na jakąś rozrywkę pomyślałem. Poszedłem do pubu muzycznego. Zamówiłem browara i zacząłem obserwować ludzi. Jako, że byłem sam, to nie musiałem uważać gdzie patrzę, ani udawać, że kogoś słucham:). Lokal w sumie jest nieduży, ale ma swój klimat. Ma też malutką scenę, gdzie czasem przygrywają jacyś muzycy. Przypomniało mi się, że kiedyś grałem różne eksperymenty muzyczne. W lokalu siedzą, albo jakieś zapatrzone pary, albo grupy znajomych. Trochę tak dziwnie być samemu pomyślałem. Dziewczyny wiszą na swoich chłopakach wysysając jak odkurzacz każde słowo z ich ust. Jednocześnie czujnie obserwują otoczenie, jakby na coś czekały. Jak to jest z tymi kobietami?
Anioł miał rację – patrz w oczy, ale tak jakbyś ich nie widział.
Patrz dalej, poza kobietę. Kobieta zawsze szuka faceta, który może spełnić jej mały egoizm, jakąś potrzebę, którą żyje. Jeśli wiesz czego szuka, to jest twoja, pomyślałem i nie ważne czy jesteś za młody, za stary, za łysy, za gruby, za chudy itp. Ona sobie z tym poradzi – najwyżej da ci delikatnie do zrozumienia, abyś wstawił nowe sztuczne oko, lub przyciął dredy…
Wtedy możesz być pewny, że analizuje ewentualny związek z Tobą. Po kolejnym piwie gwar rozmawiających miesza się z nastrojową muzyką, jak szklanka i piana od piwa.
Wracam trochę wkręcony do domu. W sumie cieszę się, że byłem w tym pubie. Zawsze to trochę czasu spędzonego w małym zapomnieniu. Jutro sobota, więc można spać…
Znowu ta rzeka, dawno Cię nie widziałem pomyślałem. Ale nikt się nie odezwał, ani nie pojawił. Zaczęło się ściemniać, gdzieś obok usłyszałem dosyć rytmiczna muzykę, poszedłem w tamtym kierunku. Był to ogromne pomieszczenie coś jakby wielki hangar. W środku sporo wolnego miejsca, dużo świateł oraz sprzęt muzyczny. Dziwne, że nikogo tu nie było – wyglądało to tak, jakby scena była przygotowana do koncertu. Zacząłem się sam z siebie śmiać – moje ruchy były jakieś komiczne w tym laserowo stroboskopowym oświetleniu. Taka okazja, nie mogę jej zmarnować – pomyślałem, gdy zobaczyłem wypasioną perkusję. Najpierw zacząłem stukać palcami po werblu, a potem poszedłem na całość. Tyle lat już nie grałem, ale to ma się we krwi, jak mówił mój znajomy muzyk. Najważniejsza jest koordynacja ruchów. Tego się człowiek nie nauczy – to jest tak, że jak się rozgrzejesz, to każda część twojego ciała wie sama co robić. Po pierwszych paru zacinach, wpadłem w trans i zacząłem grać w miarę szybko i równo. Totalny odlot. Czujesz się tak, jakbyś sterował odrzutowym helikopterem. Wszystko nabiera tempa, wtapiasz się w maszynę, tworzycie jedną całość i tak pulsujecie z niesłychanym rezonansem. To zajebiste nagłośnienie potęguje tylko ekspresję. W pewnym momencie pomyślałem – chyba skończę, bo to nie moje zabawki, ale odezwał się ON:
- NIE,
- gdzie jesteś zapytałem, wychylając swój głos, trochę z tego transu?
- odpowiedziała mi tylko cisza…
Nagle ku mojemu zaskoczeniu na pustej scenie pojawiła się ONA. Im szybciej grałem tym bardziej obraz był wyraźny. Widziałem radość w jej oczach, widziałem jak cieszy się, jej całe ciało, jak fruwają piękne włosy, przykrywając od czasu do czasu uśmiechnięte oczy, nawet Serducho było uśmiechnięte. Więc zacząłem grać jeszcze szybciej, odpowiedziała mi pięknym uśmiechem i znikła…