Archive for the ‘Piękno’ Category

h1

Serducho 06.03.2008

6 marzec, 2008

Opakowany technologią i tak zawsze zmierzam do zielonego lasu wspomnień.

Dzisiaj rano dostałem wiadomość, że modelki wracają za parę godzin. Przygotowałem sprzęt i wyruszyłem na lotnisko.
Samolot się opóźnił, więc w hali przylotów ponakręcałem jakieś maszerujące watahy podróżnych, pilotów, wojskowych, trafił się nawet jeden polityk.
W końcu wyszły, a na końcu ONA. Zacząłem kręcić sceny z innymi modelkami, aby w końcu dotrzeć do tej właściwej. Wynikło jakieś nieporozumienie. Coś zaiskrzyło w grupie. Więc się zwinąłem. Po wyjściu zauważyłem, że ONA jest sama i ma niewesołą minę.
Zapytałem co słychać gwiazdo?
Zobaczyłem takie dziwne spojrzenie, jakbym był kimś totalnie nieznanym,
- a nic, problemy…
- mogę Ci jakoś pomóc?
- nie dziękuję
Wiedziałem, że tak odpowie, pomyślałem, żeby lepiej spadać i nie zawracać głowy.
- ok., powiedziałem i spadłem…

W domu jakoś też miałem nastrój słodko kwaśny. Łaziłem z kąta w kąt i szukałem dziury w oknie. Wypakowałem oko snajpera, czyli moją profi siódemkę. Popatrzyłem na nią, ziewnąłem i poszedłem spać.

Sen jakoś długo nie nadchodził. Wstałem, włączyłem magiczne oko i trafiłem, na jakieś mordobicie, na wysokim poziomie. To chyba była jakaś waga ciężka, więc pewnie i wygrana była mocna, pomyślałem.
Znowu ziewnąłem i tym razem sen przykrył mnie kloszem szarości.

Usłyszałem jednostajne skandowanie jakiegoś tłumu. Dźwięk narastał jak obsesyjna mantra. Znalazłem się na ringu, Na widowni siedziało serducho. Zrozumiałem, że jestem bokserem i wiedziałem dla kogo mam walczyć. Mój przeciwnik był takim blond mięśniakiem. Taki koleś dopieszczony przez geny i bardzo pewny siebie. No nic, przeszło mi przez głowę, szanse nie wyglądają najlepiej, ale kto nie strzela ten nie trafia… W moim rogu ON machał skrzydłem, zamiast ręcznikiem. Popatrzyłem na NIEGO i zapytałem:
- w co ty żeś mnie wkręcił?
- przecież ja prowadzę matrixowy tryb życia, nie objadam się jakimiś dopalaczami dla mięśniaków,
On nic nie mówił tylko poważnie machał tym skrzydłem.
Ale jazda, nie dość, że bez trzymanki, to jeszcze niewiadomo czy droga cała…
Byczek z przeciwnego rogu zaczął świecić białą nasadką na zęby zaczepnie. Mantra była coraz głośniejsza. No dobra startujemy, jakiś gong nam to oznajmił. Podszedłem bliżej do niego, ale ten ring coś miał miękką podłogę i nie można było skakać, bo nogi wpadały jak w pierzynę na zapadniętym łóżku. Na początku spodziewana niespodzianka – dostałem ciosa w lampę, zobaczyłem błysk, poczułem spóźniony ból oraz słodki smak pokruszonych zębów w ustach. Leżałem tak przez chwilę, czułem odliczanie i jakoś się podniosłem. Przyjąłem technikę walki chińczyka, czyli totalny unik. Mięśniak się zaczął wkurzać i o to chodziło. W pewnym momencie naprężyłem się jak krab,  złapałem go wpół, rzuciłem jak manekinem o liny, odbił się i podczas lotu zasadziłem mu prostą lufę w ten pewny dziób. Poczułem tylko, jak od uderzenia przesuwa mi się coś w łokciu. Widzowie szaleli jak w czasach zamierzchłych z kciukami w dół. Sędzia liczył już druga dziesiątkę z niedowierzaniem, że pierwsza była może za szybka. Hormoniak leżał na ringu i ręką dawał znać, że przeżył.
Odwróciłem się popatrzyłem na NIEGO, potem na serducho i poszedłem.

+++

Powiało milenijnym niepokojem, ale i tak wśród tych elektronicznych gadżetów najważniejsza jest kobieta - Tina Cousins - Mysterious Times.

h1

Serducho 03.03.2008

3 marzec, 2008

Dlaczego Twoje oceany tak mocno zalały moją duszę?

Od dawna nosiłem się z zamiarem, żeby pobuszować trochę w matrixie tak bez powodu. Dzisiaj niewiele mam energii na jakieś mniej lub bardziej pożyteczne manewry. Oglądam tak trochę bez celu strony. Spotykam różne przejawy wrażliwości, każdy z autorów jest oryginalny. Daje mi to trochę do myślenia, wydaje mi się, że mój przejaw wrażliwości w tym wszystkim jest taki banalny i  śmieszny. Jednocześnie, jest to jak pożywka dla wyobraźni, widzę jakby nowe drogi i zakręty przez które mogę polecieć do JEJ oceanów. Z jednej strony mam doła, a z drugiej nakarmiłem swoją fantazję nowymi przyprawami.

+++

Jaco Pastorius i jego SLANG - ten człowiek miał wielki wpływ na “inne” granie z gitarą basową w roli głównej. Nagranie ma tylko 29 lat :)

h1

Serducho 02.03.2008

2 marzec, 2008

Przebiegłem ocean dźwięków, a tylko dwa z nich są najważniejsze.

Moja czterostrunowa to niesamowita maszyna. Jest miękka, elastyczna i wrażliwa. To nie przesada, gitara basowa ma grube struny i łatwo nabawić się bąbelków na palcach. Ma wąski gryf, który pozwala robić różne łamańce. Bardzo mi to odpowiada, lubię grać swoim stylem – dwa palce flażolety trzeci dociska linie basową. Po wrzuceniu tego na przetworniki robi się niesamowita ściana dźwięku. Wpadam w samozachwyt i męczę do znudzenia niektóre akordy. Tak akordy, ja gram akordami na basie. Przypomniał mi się mój stary kawałek, który teraz trochę przerobiłem i nazwałem „ONA leci”. Zgrałem to na dwie ścieżki w komputerze, po uprzednim nagraniu rytmu z automatu. Jak obczaję resztę gadżetów w moich programach, to porobię jakieś dodatkowe loopy, żeby nie było za monotonnie.

Kolejny raz śni mi się Sopot. Niestety pogoda nienajlepsza, znowu pada i wieje silny wiatr. Szukam JEGO na molo, ale nikogo nie widzę. Plaża mokra, więc chodzę tylko po bezpiecznych deskach długiego pomostu. Jednak pomimo złej aury, spaceruje czasem jakaś para, zatroskana o swoje samopoczucie. Żal mi się robi, że nie mam kogo przytulić, ochronić przed wiatrem…
Przypomniało mi się zdarzenie z NIM dotyczące strachu, a konkretnie ta para w pociągu. Teraz wiem jakie dźwięki są najważniejsze w życiu, to DWA SERDUCHA.

+++

Doug Wimbish of Living Colour
Tego Pana bardzo lubię – łączy w sobie grę na basie z całą masą różnych gadżetów. Kto się domyśli ze słuchu, że to tylko gitara basowa? :)

h1

Serducho 25.02.2008

25 luty, 2008

Jestem wciąż w szoku po naszym spotkaniu. To niesamowite, ale definicja piękna jest w porównaniu z NIĄ na trzecim miejscu. Na szczycie jest ONA, na drugim miejscu wielka i ogromna przerwa, a potem dopiero piękno zdefiniowane przez człowieka. Jeśli kiedykolwiek powie mi, że moja osoba coś dla niej znaczy, to będę najszczęśliwszym bytem w tej galaktyce!
Spotkanie było miłe, opowiedziałem jej o swoim projekcie. Pomimo, że nie miała dużo czasu została, dłużej przesuwając inny termin.
Znowu poczułem, że znamy się już wiele lat i tylko jakby dla przypomnienia powiedziałem jej o swoim życiu, zresztą ku mojej radości zrewanżowała mi się tym samym…
Bałem się jej dokładnie przyglądać, ale mimo woli zobaczyłem, że jej oczy są jak dwa oceany, zmieniające kolor w zależności od pogody. Trudno opisać jej urodę, ale wkrótce postaram się to zrobić.