Archive for the ‘Plaża’ Category

h1

Za morzem fal

22 czerwiec, 2008

Jest taka fala, która moje uczucia rozwala.

Kochanie to wieczne poszukiwania. Idziemy sobie brzegiem morza, uważając aby nas żadna z fal nie dosięgła, trzymając buty w ręku. Niestety nie da się, zawsze jakaś fala nieporozumienia w nas chluśnie. Nie tak łatwo jest utrzymać prostą, ale to chyba lepiej. Przecież nie szukamy ideału, tylko pragniemy tych fal co zmywają niepotrzebne zgrzyty. Dajmy sobie statek pełen marzeń, a jeśli nawet się przewróci, to i tak nasze marzenia wypłyną na piękna plażę.

+++

Sting - Shape of my heart

h1

Odlot

21 maj, 2008

Zabiłem serce moje – I tak było Twoje.

Sen przyszedł bardzo powoli. Siedziałem na jakimś krześle w tej samej hali co ostatnio. Dzisiaj była wietrzna noc. Hala trzeszczała i wyła jak popsuta harmonijka ustna. Smutno mi się jakoś zrobiło, nie wiedziałem co dalej, poza tym, że będę sam. Wstałem, poszedłem w kierunku, gdzie ostatnio znalazłem ten helikopter, miejsce niestety było puste. Ciemność ograniczała widoczność do paru metrów. Po chwili usłyszałem z boku jakiś szelest i znajomy postępujący bełkot wirników, za chwilę w odległości około 10 metrów, ode mnie zapaliła się choinka światełek tej cudownej maszyny. Jakoś zrobiło mi się raźniej, w końcu ta super zabawka zabierze mnie w oczekiwane miejsce. Zobaczyłem, że drzwi są otwarte, podszedłem, w środku nikogo nie było. Westchnąłem, wsiadłem i za chwilę wszystkie wskaźniki uśmiechały się do mnie pełnym stanem gotowości.
Drążek start, ciągniemy do góry, galaktyki świateł miasta są już poniżej mnie. Zataczam radosne koło nad miastem, wciskam płaski przycisk dopalania i za pięć minut jestem na miejscu, o czym informuje mnie srebrzanka księżyca na tafli jeziora. Robię lot nad taflą i zmierzam do miejsca gdzie jest ognisko na plaży. Jedyny charakterystyczny punkt w tej ciemnicy. Ląduje trochę dalej, aby burza piaskowa spod mojej maszyny nie zasypała ogniska. Wychodzę, oświetlam maszyną najbliższy teren. Lekko mokry piasek chrobocze pod butami, jak śnieg w mroźny dzień. Dochodzę do ogniska, nikogo nie ma, słychać tylko jak wielkie ozory ogniska skrzeczą do siebie.

Siadam sobie wygodnie, mam wrażenie, że sekundy zwolniły do minut. Delektuję się tym jasno ciepłym letargiem i na chwilę zapominam o swojej misji. Jest dobrze, przyjazny piasek wyprofilował mi wygodne siedzenie, a ogień smaga mnie falami ciepła. W oddali słyszę budzące się ptaki. Patrzę na księżycową srebrzystość tafli jeziora i zastanawiam się czy te wielopunktowe rozchodzące się koła małych fal, to od ryb, które żerują i pluskają się w nocy? Jednak nie, to wygląda tak, jakby coś spadało do wody. Pomyślałem, że to może jakiś nocny deszcz albo grad. Całe to zjawisko zaczęło się posuwać w moim kierunku. Poczułem lekki niepokój. Za chwilę domyśliłem się wszystkiego, to były metalowe strzały o bardzo ostrych końcach. Widziałem jak sitkują moją maszynę, chociaż to była bardzo zaawansowana technologia. Zacząłem uciekać, ale w każdym kierunku miałem przed sobą ścianę gradu tych okropnych strzał. Całe to zjawisko, zakołowało wokół mnie i ogniska w promieniu paru metrów. Starzały padała jedna blisko drugiej, tworząc jakby taki krzewostan, nie do przejścia. Zacząłem się martwić, jak ja z tego wybrnę. Strzelałem wzrokiem czy jest gdzieś jeszcze przestrzeń ucieczki. Znalazłem tylko w kierunku ciemnego lasu. Nagle zobaczyłem przy tej jedynej drodze ucieczki SERDUCHO, było takie same jak przy pierwszym spotkaniu w metrze, lecz dziewczyny nie widziałem. SERDUCHO stało w niebezpiecznej odległości od strzał. Instynktownie wypchnąłem je poza ten niebezpieczny krąg i zaczęliśmy uciekać do lasu. Potykając się o różne drzewne przeszkody i wpadając co chwilę do jakiś dołów słyszeliśmy, jak za naszymi plecami podąża mordercza ściana tych strzał, łamiąc po drodze drzewa jak zapałki. Za chwilę zobaczyłem źródło tego ataku. Był to niewysoki budynek o dachu, jak jakaś astronomiczna kopuła, błyszcząca w świetle księżyca. Dach ten obracał się w wszystkich kierunkach jak jakieś magiczne oko, miał miliony otworów z których wyskakiwały te śmiercionośne strzały. Ten przerażający deszcz już nas prawie dopadł, kątem oka zobaczyłem światło z otwartej studzienki ściekowej, wskoczyliśmy tam. Fala strzał jakby się zmieniła – wyglądało to jak lecąca za nami wściekła szarańcza. Kluczyliśmy w tych korytarzach, jak w labiryncie, przy jednym zakręcie zauważyłem jakieś napisy ostrzegawcze. Była tam szybka, którą bez namysłu zbiłem, a wtedy zobaczyłem, że jest to jakiś zaplombowany wyłącznik, przy próbie dotknięcia zostałem porażony dawką wysokiego napięcia. Upadłem i słyszałem jak metalowa szarańcza już nas dopada. Urwałem kawałek suchego ubrania, resztką sił owinąłem dłoń i udało mi się zmienić położenie tej wajchy. Momentalnie wszystko ucichło. Strzały upadły z łoskotem, tworząc jakby taką słomianą matę z siebie.

Wyszliśmy na zewnątrz. W bliskiej odległości zobaczyłem łunę ogniska. Zacząłem się cieszyć z SERDUCHEM, że coś się udało. Pomyślałem, że Anioł się ucieszy ze mnie, chociaż nie mam wojowniczej natury, to jakoś dałem radę. Siedliśmy po obu stronach ogniska i dopiero teraz uświadomiłem sobie, że nie umiem rozmawiać z SERDUCHEM. Wstałem, żeby coś powiedzieć, uśmiechnąłem się. SERDUCHO też jakby chciało coś przekazać, zaczęło falować jakby odcieniami czerwieni i nagle w moich kierunku wystrzeliło ogromną strzałą, wielkości jakiejś dzidy. Dostałem prosto w serce, nie miałem czasu na zdziwienie, ani żadną reakcję, czy też emocję. Rękoma wyczułem jak zimne żelastwo parę razy, coraz słabiej poruszyło się w rytm mojego serca, a moja własna krew ogrzała mi sztywne palce. Te moje dłonie jakby zaczęły się rozciągać, a ja widziałem je coraz dalej. Po chwili poczułem się dziwnie. Plaża zostawała coraz niżej, a ja nie czułem żadnych emocji, byłem tylko myślą. Obok jeziora znajdowała się taka skalista górka, popatrzyłem tam i zobaczyłem JEJ sylwetkę wyłaniającą się z ciemności. Stała jak czujna sarna, badająca wokół siebie zagrożenia. Usłyszałem JEJ głos:

- to nie tak miało być, powiedziała, pamiętaj chcę być z ciebie dumna…
- pamiętaj! Krzyknęła…

Wtedy zobaczyłem jak wstające słońce oświetla z boku jej buzię, a dwa miniaturowe wodospady łez świecą w tym samym kolorze. Jej sylwetka się oddalała i była taka sama, jak z tego zdjęcia wigilijnego…
Widziałem wszystko w każdym kierunku. Ja unosiłem się dalej, nawet nie mogłem się uśmiechnąć, ani nic powiedzieć… ONA była dla mnie już w innym wymiarze…

+++

Prodigy, Matrix - Smack My Bitch Up

h1

Nadzieja

3 maj, 2008

Mój lot trwa już tyle lat, a dopiero teraz znalazłem miejsce do lądowania.

Dzisiaj zrobiłem sobie wolne. Wspominałem wczorajsze nagranie, mieliśmy naprawdę ciężki dzień. Udało się nam zrobić prawie 3 godziny materiału. Zgrałem wszystko z kamery do komputera i nawet to zajęło mi sporo czasu. Cały czas w myślach słyszałem JEJ głos, jak opowiada o swoim życiu. Byłem zmęczony i chciałem się zanurzyć w swoim śnie.
Niespodziewanie szybko mi się to udało.
W moim śnie siedziałem w jakiejś ogromnej i przyciemnionej hali. Było bardzo cicho i chyba środek letniej nocy. Miarowe kroplowanie, po niedawnej burzy z dziurawego dachu tego budynku, doprowadzało mnie do szału. Nagle po chwili usłyszałem narastający rytmiczny bełkot wirników helikoptera, który pieścił moje uszy. W pewnym momencie wszystko ucichło. Wyszedłem z tej hali idąc w kierunku tych dźwięków. W pobliżu głównego wejścia wylądował kosmicznie wyglądający helikopter. Podszedłem bliżej, ale w środku nie było pilota. Pojazd miał 2 miejsca z przodu i dwa z tyłu. Z przodu obok miejsca pilota siedziała Nadzieja, z tyłu Złość i ON. No, lepiej już być nie mogło i zanim zdążyłem coś powiedzieć usłyszałem od Niego stanowcze:
- leć!
- gdzie zapytałem, chociaż, się domyślałem?
- Serducho, powiedział, masz pół godziny, żeby je znaleźć,
- Ok, ale gdzie?
Nie usłyszałem odpowiedzi, zacząłem się rozglądać z przerażeniem po kabinie, bo przecież nie jestem pilotem. Założyłem kask z holograficznym monitorem wewnątrz. Pod szybą tego pojazdu nie było żadnych zegarów czy wskaźników – był taki pas dotykowego ekranu jak w mobilnych urządzeniach. Siedziałem po lewej stronie i między mną i Nadzieją był tylko drążek sterowniczy na końcu którego był czerwony przycisk z napisem Start. Po chwili wahania nacisnąłem guzik startowy, usłyszałem miły dla ucha rozgrzewający się bełkot wirników. W tym samym momencie rozjaśnił się dotykowy ekran okalający pół kabiny. Wszystko było genialnie proste i ergonomiczne. Chwyciłem za drążek i pociągnąłem go do góry. Niesamowite, maszyna płynnie zaczęła się wznosić i na wysokości około 100 metrów, za horyzontem betonowego usypiska wieżowców, zobaczyłem startujący świt, w tych swoich sennych rozlewających się barwach. Podniosłem maszynę bardziej do góry i skierowałem się w kierunku tego wschodu. Spojrzałem na Nadzieję i zobaczyłem cichy błysk w jej oczach. To tam pomyślałem i poleciałem z dziobem maszyny ustawionym lekko do dołu. Lecieliśmy tak ze dwadzieścia minut, czas uciekał, a ja czułem, że to nie tu, ani tam. Krajobraz był coraz wyraźniejszy, klocki budowli i mijanych dróg zmieniały się powoli. Popatrzyłem na Nadzieję i zobaczyłem w jej oczach, brak dalszego ciągu tej wyprawy.
Powiedziała mi:
- wracamy,
- nie teraz powiedziałem, sam nie wierząc w swoje słowa.
Pomyślałem o ilości paliwa jakie mamy na pokładzie, za chwilę na dotykowcu pojawiła się cyfra „2 dni bez lądowania”. Na długości czasu około 28 minut lotu, zobaczyłem odblask jakiegoś ogromnego jeziora z wielką piaszczystą plażą. Czułem, że to musi być gdzieś tutaj, ale zostało mi już tylko 2 minuty. Co robić, pytałem siebie? Złość zaczęła już dochodzić do głosu. Byłem wściekły, czułem niemoc. Co z prędkością zacząłem się zastanawiać? Odpowiedź znowu przyszła na ekranie – „leciałeś za wolno”. Lecę wzdłuż plaży, rozglądam się we wszystkich kierunkach, zły sam na siebie. Magiczne 30 minut minęło, Anioł westchnął, a ja w swojej złości leciałem dalej. Nagle na plaży zobaczyłem równoległy napis do linii brzegu:
- Byłam tu, musiałam wracać – Serducho,
Zanim skończyłem czytać, rześka fala rozmyła tekst. Nadzieja zaczęła domagać się głośno powrotu, a Złość darła się:
- przespałeś ważny moment!
- cisza wariatki, zacząłem krzyczeć, będziecie wracać autostopem!
Wylądowałem, kazałem im iść na spacer w prawo. Anioł siedział sobie cicho zanurzony w jakiś ogłoszeniach o nowych lotkach. Ten to ma dobrze pomyślałem. Siadłem koło tej maszyny, czułem jak stygnie powodując rytmiczne trzaskania. Zacząłem bawić się piaskiem, jak małe dziecko. Zrobiłem górkę z mokrego piasku i zacząłem się rozglądać za jakimś patykiem. Popatrzyłem w prawo i zobaczyłem jak Nadzieja ze Złością się kłócą – w sumie zrobiło mi się ich żal. Po lewej stronie zobaczyłem jakiś długi patyk wbity w plażę. Poszedłem w tamtym kierunku. Jak wyciągałem tego kija to zobaczyłem, że przy nim było napisane:
- Będę za tydzień o tej porze – Serd…
Dalsze litery były rozmyte. I to mi wystarczyło, zapakowałem całą wycieczkę do maszyny i wystartowaliśmy. Jednocześnie odkryłem, że trochę poniżej guzika start jest taki płaski przycisk z napisem prędkość, za pięć minut byliśmy przy hali. Z radością zacząłem odliczać godziny do spotkania za tydzień…

+++

Airwolf startup
Fajna bajka o super helikopterze dla dzieciaków w latach osiemdziesiątych.

h1

Serducho 05.03.2008

5 marzec, 2008

Biegnę do ciebie już tyle lat – nie pozwól złapać mi oddechu!

Kocham czerwone czapki z daszkiem, jakbym mógł to bym w nich spał.
Zasnąłem na wiele godzin. Za oknem moich snów zobaczyłem molo i przygotowania do pokazu. Wiedziałem, że dzisiaj ON jest projektantem mody.
Pierwszy raz zapytał czy mam ze sobą kamerę.
Powiedziałem, że tak.
To poczekaj, powiedział.
Nagle zobaczyłem, że podeszła do mnie ONA. Wyglądała bardzo majestatycznie. Z wrażenie, mało kamera mi ze statywu nie zleciała. Nie widziałem co powiedzieć. Zapytałem wprost:
- czy możesz przejść się, o tutaj w zasięgu mojego filmowania pokazałem ręką zataczając małe koło?
- oczywiście, otrzymałem szczery uśmiech.
- super – powiedziałem, nie mogąc wyjść z podziwu.
Zajęty trafianiem okiem kamery w jej sylwetkę, nie zwracałem uwagi na detale, które były nagrywane.
Poprosiłem ją jeszcze o to, żeby usiadła na krześle. Za chwilę odpłynęła jak żaglowiec do grupy modelek, a za nią na krzesło spadło takie małe piórko jak w filmie Forrest Gump.
Pierwszy raz filmowałem pokaz mody, ale nic nie pamiętam. Cały czas miałem przed oczami jej uśmiech i to piórko schowane ukradkiem do kieszeni.
Po pokazie podszedł do mnie ON, z takim zawadiackim uśmiechem i powiedział:
- pogadamy jutro.
Nawet się ucieszyłem, bo i tak nie byłbym w stanie o niczym rozmawiać.

+++

Forrest Gump – jeden z moich ulubionych filmów. Czasem upodabniam się do głównego bohatera, no i ta muzyka…

h1

Serducho 03.03.2008

3 marzec, 2008

Dlaczego Twoje oceany tak mocno zalały moją duszę?

Od dawna nosiłem się z zamiarem, żeby pobuszować trochę w matrixie tak bez powodu. Dzisiaj niewiele mam energii na jakieś mniej lub bardziej pożyteczne manewry. Oglądam tak trochę bez celu strony. Spotykam różne przejawy wrażliwości, każdy z autorów jest oryginalny. Daje mi to trochę do myślenia, wydaje mi się, że mój przejaw wrażliwości w tym wszystkim jest taki banalny i  śmieszny. Jednocześnie, jest to jak pożywka dla wyobraźni, widzę jakby nowe drogi i zakręty przez które mogę polecieć do JEJ oceanów. Z jednej strony mam doła, a z drugiej nakarmiłem swoją fantazję nowymi przyprawami.

+++

Jaco Pastorius i jego SLANG - ten człowiek miał wielki wpływ na “inne” granie z gitarą basową w roli głównej. Nagranie ma tylko 29 lat :)

h1

Serducho 02.03.2008

2 marzec, 2008

Przebiegłem ocean dźwięków, a tylko dwa z nich są najważniejsze.

Moja czterostrunowa to niesamowita maszyna. Jest miękka, elastyczna i wrażliwa. To nie przesada, gitara basowa ma grube struny i łatwo nabawić się bąbelków na palcach. Ma wąski gryf, który pozwala robić różne łamańce. Bardzo mi to odpowiada, lubię grać swoim stylem – dwa palce flażolety trzeci dociska linie basową. Po wrzuceniu tego na przetworniki robi się niesamowita ściana dźwięku. Wpadam w samozachwyt i męczę do znudzenia niektóre akordy. Tak akordy, ja gram akordami na basie. Przypomniał mi się mój stary kawałek, który teraz trochę przerobiłem i nazwałem „ONA leci”. Zgrałem to na dwie ścieżki w komputerze, po uprzednim nagraniu rytmu z automatu. Jak obczaję resztę gadżetów w moich programach, to porobię jakieś dodatkowe loopy, żeby nie było za monotonnie.

Kolejny raz śni mi się Sopot. Niestety pogoda nienajlepsza, znowu pada i wieje silny wiatr. Szukam JEGO na molo, ale nikogo nie widzę. Plaża mokra, więc chodzę tylko po bezpiecznych deskach długiego pomostu. Jednak pomimo złej aury, spaceruje czasem jakaś para, zatroskana o swoje samopoczucie. Żal mi się robi, że nie mam kogo przytulić, ochronić przed wiatrem…
Przypomniało mi się zdarzenie z NIM dotyczące strachu, a konkretnie ta para w pociągu. Teraz wiem jakie dźwięki są najważniejsze w życiu, to DWA SERDUCHA.

+++

Doug Wimbish of Living Colour
Tego Pana bardzo lubię – łączy w sobie grę na basie z całą masą różnych gadżetów. Kto się domyśli ze słuchu, że to tylko gitara basowa? :)

h1

Serducho 29.02.2008

29 luty, 2008

Schować do kieszeni strach i wypuścić go dla innych.

Nie sądziłem, że latanie jest takie wielowymiarowe. Po tych moich doświadczeniach, stwierdziłem, że ważne jest po co się lata, a nie jak. ONA wyjechała i miałem przygotowywać się technicznie do filmu. Jednak, gdzieś tam w podświadomości wiedziałem, że film to jedno z narzędzi, a najważniejsze jest jej serducho. I tak zacząłem rozmyślać o lataniu i o NIM. Co nowego mi przekaże? Po całodziennym rozmyślaniu zasnąłem.

Znowu byliśmy w Sopocie, na szczęście nie było ludzi. Przypomniał mi jak nad rzeką poleciałem do samolotu. Potwierdził moje przypuszczenia, że najważniejsze jest serducho – latanie to jak nauka jazdy, aby umiejętnie trafić do celu. Powiedział, że kiedy mnie oswoi z tym przemieszczaniem, pogadamy o rzeczy najważniejszej i powie mi dlaczego są w mojej głowie pytania dlaczego. Zobaczyłem w NIM starego wyjadacza, rzemieślnika, który do niektórych spraw podchodzi rutynowo i  jak z automatu, ale wie jak pokierować, aby nie było nudno. Zabierał się do tego wolno i bez stresu.
Widzisz – powiedział, jesteś człowiekiem, masz emocje takie jak strach, ale to nic.
Nagle znalazłem się z nim na torach, a na nas pędził wściekły pociąg, dodający sobie animuszu przeraźliwym gwizdem sygnału lokomotywy. Czułem pod stopami coraz większe dudnienie zbliżającego się ogromu żelastwa. ON tylko się uśmiechał i stał przy mnie, w momencie gdy już lokomotywa zbliżała się do nas, poczułem silną wibrację powietrza, a po chwili huk był już za nami. Nic nie czułem, ale widziałem jak kalejdoskopowo przelatują przez nas różne przedziały wagonów.
Już – powiedział i znaleźliśmy się w przedziale, gdzie siedziała zakochana para. Za oknem w rytm jednostajnego świstu falował krajobraz gór, budynków, ulic, a my siedzieliśmy naprzeciwko tej pary. Widziałem ich serducha, jak pulsowały jednakowo. Nie były takie duże jak JEJ i wyglądały jak własne odbicia.
Tak ma być, powiedział i znowu byliśmy na plaży.
Zrozumiałeś coś z tego – zapytał?
Powiedziałem, że dwie rzeczy:
- mam zapomnieć o strachu,
- jednym z moich zadań jest być momentalnie u jej serducha, gdy mnie zawoła, opleść go jak wąż kokonem, którego nikt i nic nie przebije, oraz chronić je tak, aby te ogromne rany nigdy więcej nie zostały rozdrapane. Doskonale – powiedział, mówiłem Ci że jesteś niezły.
To do jutra, powiedział i zniknął.
Zostałem sam, patrzyłem na latające mewy, dzisiaj były cicho i patrzyły na mnie z podziwem.

+++

Lubię Schillera, pamiętam go z czasów „Ruhe” , ale to co zrobił z Tarja Turunen albo ona z nim, jak kto woli bardzo mi się podoba. Zawsze jak słucham tego utworu to naprawdę czuję, że latam jak Anioł.

Tarja Turunen feat Schiller-Tired Of Being Alone