Archive for the ‘Radość’ Category

h1

Nadzieja

3 maj, 2008

Mój lot trwa już tyle lat, a dopiero teraz znalazłem miejsce do lądowania.

Dzisiaj zrobiłem sobie wolne. Wspominałem wczorajsze nagranie, mieliśmy naprawdę ciężki dzień. Udało się nam zrobić prawie 3 godziny materiału. Zgrałem wszystko z kamery do komputera i nawet to zajęło mi sporo czasu. Cały czas w myślach słyszałem JEJ głos, jak opowiada o swoim życiu. Byłem zmęczony i chciałem się zanurzyć w swoim śnie.
Niespodziewanie szybko mi się to udało.
W moim śnie siedziałem w jakiejś ogromnej i przyciemnionej hali. Było bardzo cicho i chyba środek letniej nocy. Miarowe kroplowanie, po niedawnej burzy z dziurawego dachu tego budynku, doprowadzało mnie do szału. Nagle po chwili usłyszałem narastający rytmiczny bełkot wirników helikoptera, który pieścił moje uszy. W pewnym momencie wszystko ucichło. Wyszedłem z tej hali idąc w kierunku tych dźwięków. W pobliżu głównego wejścia wylądował kosmicznie wyglądający helikopter. Podszedłem bliżej, ale w środku nie było pilota. Pojazd miał 2 miejsca z przodu i dwa z tyłu. Z przodu obok miejsca pilota siedziała Nadzieja, z tyłu Złość i ON. No, lepiej już być nie mogło i zanim zdążyłem coś powiedzieć usłyszałem od Niego stanowcze:
- leć!
- gdzie zapytałem, chociaż, się domyślałem?
- Serducho, powiedział, masz pół godziny, żeby je znaleźć,
- Ok, ale gdzie?
Nie usłyszałem odpowiedzi, zacząłem się rozglądać z przerażeniem po kabinie, bo przecież nie jestem pilotem. Założyłem kask z holograficznym monitorem wewnątrz. Pod szybą tego pojazdu nie było żadnych zegarów czy wskaźników – był taki pas dotykowego ekranu jak w mobilnych urządzeniach. Siedziałem po lewej stronie i między mną i Nadzieją był tylko drążek sterowniczy na końcu którego był czerwony przycisk z napisem Start. Po chwili wahania nacisnąłem guzik startowy, usłyszałem miły dla ucha rozgrzewający się bełkot wirników. W tym samym momencie rozjaśnił się dotykowy ekran okalający pół kabiny. Wszystko było genialnie proste i ergonomiczne. Chwyciłem za drążek i pociągnąłem go do góry. Niesamowite, maszyna płynnie zaczęła się wznosić i na wysokości około 100 metrów, za horyzontem betonowego usypiska wieżowców, zobaczyłem startujący świt, w tych swoich sennych rozlewających się barwach. Podniosłem maszynę bardziej do góry i skierowałem się w kierunku tego wschodu. Spojrzałem na Nadzieję i zobaczyłem cichy błysk w jej oczach. To tam pomyślałem i poleciałem z dziobem maszyny ustawionym lekko do dołu. Lecieliśmy tak ze dwadzieścia minut, czas uciekał, a ja czułem, że to nie tu, ani tam. Krajobraz był coraz wyraźniejszy, klocki budowli i mijanych dróg zmieniały się powoli. Popatrzyłem na Nadzieję i zobaczyłem w jej oczach, brak dalszego ciągu tej wyprawy.
Powiedziała mi:
- wracamy,
- nie teraz powiedziałem, sam nie wierząc w swoje słowa.
Pomyślałem o ilości paliwa jakie mamy na pokładzie, za chwilę na dotykowcu pojawiła się cyfra „2 dni bez lądowania”. Na długości czasu około 28 minut lotu, zobaczyłem odblask jakiegoś ogromnego jeziora z wielką piaszczystą plażą. Czułem, że to musi być gdzieś tutaj, ale zostało mi już tylko 2 minuty. Co robić, pytałem siebie? Złość zaczęła już dochodzić do głosu. Byłem wściekły, czułem niemoc. Co z prędkością zacząłem się zastanawiać? Odpowiedź znowu przyszła na ekranie – „leciałeś za wolno”. Lecę wzdłuż plaży, rozglądam się we wszystkich kierunkach, zły sam na siebie. Magiczne 30 minut minęło, Anioł westchnął, a ja w swojej złości leciałem dalej. Nagle na plaży zobaczyłem równoległy napis do linii brzegu:
- Byłam tu, musiałam wracać – Serducho,
Zanim skończyłem czytać, rześka fala rozmyła tekst. Nadzieja zaczęła domagać się głośno powrotu, a Złość darła się:
- przespałeś ważny moment!
- cisza wariatki, zacząłem krzyczeć, będziecie wracać autostopem!
Wylądowałem, kazałem im iść na spacer w prawo. Anioł siedział sobie cicho zanurzony w jakiś ogłoszeniach o nowych lotkach. Ten to ma dobrze pomyślałem. Siadłem koło tej maszyny, czułem jak stygnie powodując rytmiczne trzaskania. Zacząłem bawić się piaskiem, jak małe dziecko. Zrobiłem górkę z mokrego piasku i zacząłem się rozglądać za jakimś patykiem. Popatrzyłem w prawo i zobaczyłem jak Nadzieja ze Złością się kłócą – w sumie zrobiło mi się ich żal. Po lewej stronie zobaczyłem jakiś długi patyk wbity w plażę. Poszedłem w tamtym kierunku. Jak wyciągałem tego kija to zobaczyłem, że przy nim było napisane:
- Będę za tydzień o tej porze – Serd…
Dalsze litery były rozmyte. I to mi wystarczyło, zapakowałem całą wycieczkę do maszyny i wystartowaliśmy. Jednocześnie odkryłem, że trochę poniżej guzika start jest taki płaski przycisk z napisem prędkość, za pięć minut byliśmy przy hali. Z radością zacząłem odliczać godziny do spotkania za tydzień…

+++

Airwolf startup
Fajna bajka o super helikopterze dla dzieciaków w latach osiemdziesiątych.

h1

Serducho 04.03.2008

4 marzec, 2008

Moja Insomnia jest jak sen o Twojej duszy.

Dziwna jest ta bezsenność. Jest jak schody na końcu których chcemy, zobaczyć coś na co czekamy.
Przecież to ja czekałem na Ciebie od tylu Insomnii, pamiętasz?
Grałem główne role w twoich snach, zataczałem koła nad twoim domem, patrzyłem z góry jak migają zimy, wiosny, lata i jesienie wokół twoich włosów. Kiedy mogłem rozsypałem kulki radości w twoim pokoju, które czasem, ktoś niechcący lub chcący przydeptał. Teraz jestem bliżej, jeszcze mnie nie znasz, bo spotkania po latach są trudne i wymagają pewnych zmian w jadłospisie naszych oczekiwań. Zobaczysz, popłyniemy razem wesołą żaglówką w nasze życie. Wylądujemy na wyspie przeznaczenia, a ja wtedy pokażę ci miejsca, które znamy od wieków. Wejdziemy na szczyty naszych marzeń i zobaczymy góry radości otulone mgłą promieni słońca. Będziemy biegać po korytarzach naszych tęsknot i zdyszani odpoczniemy obok siebie.
Nie budź się, jeszcze chwila, już odlatuję aby czuwać z góry.

+++

Faithless i bardziej współczesna wersja Insomnii z 2005. Ten kawałek zawsze dodaje mi energii, szczególnie od 1:51

h1

Serducho 29.02.2008

29 luty, 2008

Schować do kieszeni strach i wypuścić go dla innych.

Nie sądziłem, że latanie jest takie wielowymiarowe. Po tych moich doświadczeniach, stwierdziłem, że ważne jest po co się lata, a nie jak. ONA wyjechała i miałem przygotowywać się technicznie do filmu. Jednak, gdzieś tam w podświadomości wiedziałem, że film to jedno z narzędzi, a najważniejsze jest jej serducho. I tak zacząłem rozmyślać o lataniu i o NIM. Co nowego mi przekaże? Po całodziennym rozmyślaniu zasnąłem.

Znowu byliśmy w Sopocie, na szczęście nie było ludzi. Przypomniał mi jak nad rzeką poleciałem do samolotu. Potwierdził moje przypuszczenia, że najważniejsze jest serducho – latanie to jak nauka jazdy, aby umiejętnie trafić do celu. Powiedział, że kiedy mnie oswoi z tym przemieszczaniem, pogadamy o rzeczy najważniejszej i powie mi dlaczego są w mojej głowie pytania dlaczego. Zobaczyłem w NIM starego wyjadacza, rzemieślnika, który do niektórych spraw podchodzi rutynowo i  jak z automatu, ale wie jak pokierować, aby nie było nudno. Zabierał się do tego wolno i bez stresu.
Widzisz – powiedział, jesteś człowiekiem, masz emocje takie jak strach, ale to nic.
Nagle znalazłem się z nim na torach, a na nas pędził wściekły pociąg, dodający sobie animuszu przeraźliwym gwizdem sygnału lokomotywy. Czułem pod stopami coraz większe dudnienie zbliżającego się ogromu żelastwa. ON tylko się uśmiechał i stał przy mnie, w momencie gdy już lokomotywa zbliżała się do nas, poczułem silną wibrację powietrza, a po chwili huk był już za nami. Nic nie czułem, ale widziałem jak kalejdoskopowo przelatują przez nas różne przedziały wagonów.
Już – powiedział i znaleźliśmy się w przedziale, gdzie siedziała zakochana para. Za oknem w rytm jednostajnego świstu falował krajobraz gór, budynków, ulic, a my siedzieliśmy naprzeciwko tej pary. Widziałem ich serducha, jak pulsowały jednakowo. Nie były takie duże jak JEJ i wyglądały jak własne odbicia.
Tak ma być, powiedział i znowu byliśmy na plaży.
Zrozumiałeś coś z tego – zapytał?
Powiedziałem, że dwie rzeczy:
- mam zapomnieć o strachu,
- jednym z moich zadań jest być momentalnie u jej serducha, gdy mnie zawoła, opleść go jak wąż kokonem, którego nikt i nic nie przebije, oraz chronić je tak, aby te ogromne rany nigdy więcej nie zostały rozdrapane. Doskonale – powiedział, mówiłem Ci że jesteś niezły.
To do jutra, powiedział i zniknął.
Zostałem sam, patrzyłem na latające mewy, dzisiaj były cicho i patrzyły na mnie z podziwem.

+++

Lubię Schillera, pamiętam go z czasów „Ruhe” , ale to co zrobił z Tarja Turunen albo ona z nim, jak kto woli bardzo mi się podoba. Zawsze jak słucham tego utworu to naprawdę czuję, że latam jak Anioł.

Tarja Turunen feat Schiller-Tired Of Being Alone

h1

Serducho 15.02.2008

15 luty, 2008

Dostałem eska od znajomego muzyka – gitara jest wybrana i podobno jakiś rabat mnie czeka! Wow, nieźle się zapowiada pomyślałem i w te pędy lecę do sklepu muzycznego. Na miejscu okazuje się, że jeszcze tylko śrubki jakieś są do podkręcenia i po dokupieniu niezbędnych gadżetów sprzęt jest mój. Na początek kupiłem przystawkę z różnymi efektami oraz automatem perkusyjnym no i porządny pokrowiec.
W domu wszystko podłączam, o qrcze ale palce bolą od tych ćwiczeń, ale za to efekty brzmią prześlicznie! Mam taką radochę, że  kompozycje same mi się układają. Jedyny problem to opanować równe i dokładne  granie, a reszta to bajka :) Czyli brak ogrania powoduje, że większość kawałków mam tylko w głowie. Ok., trzeba ćwiczyć i jakoś to będzie. Kolejny wdzięczny zabijacz czasu w oczekiwaniu na nieznane pomyślałem.
Teraz już mogę sam produkować filmy hehe, sprzęt do zdjęć, muzyki i montażu już mam, trzeba tylko napisać scenariusz i jedziemy…

h1

Serducho 14.02.2008

14 luty, 2008

Tak łatwo jest wszystko zniszczyć…
Pozamykać wszystkie okna i udawać, że za oknem świeci słońce.
A jednak mnie dopadła…
To jest tak, jak myślisz o kimś, że to, że tamto. Gdy spotykasz tego człowieka, twarzą w twarz, zmieniasz momentalnie zdanie, albo nie masz siły myśleć o nim, tak jak przed spotkaniem.
Znowu zacząłem myśleć o miłości, że jest tylko ckliwym stanem ducha, jakimś obrazem chemicznym, wyliczonym przez tych od szkiełka i oka…
Już zacząłem się cieszyć, że uwolnię się z tego stanu. Zacząłem gromadzić argumenty i co?
Przyszła powoli, rozlała się w moim pokoju, pozamykała wszystkie wyjścia, a ja siedziałem unieruchomiony na krześle i nie mogłem nawet nic powiedzieć. Przez głowę przelatywały mi jakieś niby prorocze sceny z filmów grozy – typu, co za chwilę się stanie… Ale to było głupie i dziecinne, to tak jakby stanąć przed ogromną górą, która nic nie mówi, a jednak jej się boisz. I ona nic nie mówiła. Wypełniła całe moje ciało i dopiero wtedy zrozumiałem, że nie ma ucieczki, że jestem tylko pyłkiem zdmuchniętym przez jej wiatr. Jestem tylko jednym z liści, z jej drzewa, który teraz szybuje, tam gdzie ona chce. Jestem strumykiem, który pędzi na spotkanie z oceanem jej dobroci.
Zrozumiałem, że ja i dziewczyna to przeznaczenie. Wiem, że teraz jest czas moich starań, bo dziewczyna jeszcze nic nie wie, potem ona mi pomoże, jak będę upadał…

h1

Serducho 13.02.2008

13 luty, 2008

Miłość jest, ale nie dla każdego. Coraz bardziej sobie to uświadamiam. Chciałbym pozbyć się tej beznadziejnej wrażliwości. Chciałbym oddać swoje emocje bardziej potrzebującym. Chciałbym trzasnąć drzwiami w ostatnim pociągu do nikąd. Chciałbym potem krzyczeć, aby go zatrzymać, ze świadomością, że jest za późno. Chciałbym odlecieć w chmury i nie mieć do kogo wracać. Chciałbym zamknąć się w szufladzie kredensu, który jutro ktoś wyrzuci. Chciałbym, aby nigdy mnie nie było. Chciałbym się rozpłynąć w nicość, jak ostatnie koło fali na wodzie. Chciałbym dotknąć zapomnienia, które czeka na swój koniec. Chciałbym odpaść przy pierwszym locie, aby nikt już po mnie nie wracał. Chciałbym aby słońce już mnie nie widziało, chciałbym aby księżyc miał już ze mną spokój. Chciałbym więcej już nie pisać bo szkoda prądu i Twoich oczu.

h1

Serducho 11.02.2008

11 luty, 2008

Miłość jest jak promień słońca, wszędzie wejdzie, rozświetli każdy zakamarek duszy, sprawi, że ból będzie słodki. Dotknie naszych twarzy, odgrzeje zimne spojrzenia, wysuszy łzy smutku, załka radością w nieszczęściu. Nigdy nie okłamie serca, poskleja nasze rany i uniesie je jak dary do nieba. Miłość zawsze czeka, na spotkanie, którego może nie być. Miłość nas oszuka, tylko jak będziemy cierpieć. Ona nigdy się nie zmieni, ona zawsze trwa. Nawet, jak jej nienawidzimy i nie chcemy, jest jak wierny pies, którego przeganiamy z kąta w kąt, zawsze zostaje. Ona turla się latami, czekając wciąż na zwykły uśmiech z drugiej strony. Pozwól jej żyć nawet w najdalszym kącie, nie odmawiaj tego uśmiechu raz na 10 lat. Ona Ci nie przeszkadza, ona jest jak wiatr co otworzy okna Twojej duszy, ona rozmiecie twoje troski i rozrzuci gdzieś daleko. Jest oceanem w którym toną wszelkie rany. Ona piaszczy się złotym kolorem i jest lustrem dla słońca, gdzie palmy radości wołają o kolejny piękny dzień. Zabierz ją do serca, zabierz gdzieś daleko. Daj jej żyć swoim życiem i nie zasłaniaj nigdy promieni słońca. Będziesz żyć, będziesz trwać, ona obroni Twoje serducho, jej miecz jest jak blask, który spala wszystkie cwaniactwa, zapala światła drogowskazów oraz uskrzydla dobre anioły.

Pomyśl kim jesteś?
Gdzie jest twoje serce?
Dotknij ręka i poczuj jak wyrywa się z radości…