Zgubiłem klucz do twojego serca, co tam otworzę go wytrychem namiętności
Obudziło mnie rytmiczne podskakiwanie telefonu na stole. Ojej, dzisiaj miałem o 9 być w klinice aby pogadać o scenariuszu i filmie. Jest 11, no ładnie. Poczekałem, aż telefon się uspokoił. Popatrzyłem na numer – no tak szefowa kliniki… Za chwilę dzwonię, to mocna i konkretna kobieta. Powiedziałem, że mam zaburzenia snu odkąd nie palę.
- proszę przyjść za tydzień razem z modelką – usłyszałem – jest pan usprawiedliwiony…
- dziękuję i przepraszam…
Ale numer, jak dziecko wiecznie spóźniony…. Nienawidzę tego, zawsze tak jest najpierw pierwsza w nocy, potem robi się siódma rano…
Dobra trzeba jakoś ogarnąć ten dzień i zacząć coś załatwiać. Pomyślałem o scenariuszu i się zmęczyłem, haha. Nie no trzeba iść w improwizację, jak zacznę coś ustalać, to los będzie chciał inaczej, więc idziemy z losem za pan brat.
Moje piórko fruwa tam gdzie chcę, jest jak statek w morzu moich myśli.
Zacząłem obmyślać scenariusz do filmu o NIEJ. Pomyślałem, że może jednak się spotkamy jeszcze raz i pogadamy o tym. W końcu jednak, zdecydowałem, że wystartujemy od razu. Po przemyśleniach wpadł mi do głowy pewien pomysł, aby zrobić z JEJ życia takie backstage. Zacząłem szukać odpowiednich miejsc. Pomyślałem o swojej dentystce, która ma całkiem nowoczesną klinikę. Zadowolony, ze swojego pomysłu poszedłem spać.
Obudziłem się rano i stwierdziłem, że nic mi się nie śniło. Natomiast poczułem ból w lewym łokciu. Hmmm, przecież nie jestem mańkutem, przeszło mi przez głowę, a już na pewno nie bokserem i poczułem, że znowu śpię…
I znowu jazda do stacji Bikini. Ponownie udaję się do agencji na siódmym piętrze. W myślach układam tok rozmowy, robię scenariusz na wszelkie możliwe odpowiedzi. Teraz wiem, że agentka będzie oczekiwać konkretów. Żadne obiecanki typu, że może kiedyś, albo liczymy na szczęście nie wchodzą w rachubę. Otwiera mi dziewczyna z którą rozmawiałem wczoraj. Wchodzę do biura szefowej, jest to kobieta w średnim wieku, bardzo zajęta spoglądaniem w matrixa. Po krótkim przywitaniu, mówię jej o tym, że chciałbym nakręcić film o modelce i ewentualnie o tym jak funkcjonuje agencja. Zauważyłem, że bardziej zainteresowała ją moja druga część propozycji. Po uzgodnieniu wstępnych detali, pytam o modelkę. Stara się mi zaanonsować inną dziewczynę, ale ja jestem uparty. Wiem, że film o agencji to moja jedyna karta przetargowa.
Ok, pada krótka odpowiedź. Tu jest telefon do niej, proszę mnie informować o scenariuszu i postępach w kręceniu filmu.
Po wykonaniu kurtuazyjnych gestów wdzięczności, wręcz uciekam z tego biurowca. Lecę do domu jak na skrzydłach, aby w ciszy i nieobecności innych ludzi skakać z radości. Jutro do niej zadzwonię, na dzisiaj dosyć wrażeń.
Dzisiaj nasyciłem swoje palce kolejnymi bąblami od grania na basie, co pozwoliło mi na zmianę planów i zajęcie się czymś innym. Z nudów usiadłem do matrixa i zacząłem szukać znajomych z dawnych lat. Trafiłem kumpla, z którym nie miałem najmocniejszych relacji w danych czasach, ale okazuje się, że bardziej się rozumiemy, niż z tymi którzy byli wtedy naszymi faworytami. Na tak to jest, życie zmienia ludzi i sprawia różne „zaskakanki”. On zawsze był otoczony murem fajnych dziewczyn, więc pomyślałem, że zna się na komunikacji z kobietami jak nikt inny. Zadałem mu początkowy zestaw pytań w stylu – „jak leci, jak żona i dzieci?” . Kiedy już wszystko się odpowiedziało, zapytałem go o swój przypadek. Opowiedział mi swoje scenariusze, a na koniec powiedział, że tak naprawdę to nie ma żadnego klucza, który byłby choć trochę uniwersalny dla każdego. Wtedy dotarło do mnie, że każdy z nas jest takim reżyserem życia i w zależności jaką sytuację wytworzy, tak potem musi to kręcić. Powiedzmy, że on jest skuteczny w poznawaniu dziewczyn, ale on sam kreuje sytuacje, które opanował do jakiejś tam perfekcji. Jest jak np. sportowiec, który na bazie jakiś bodźców, wie kiedy zwolnić, a kiedy przyspieszyć. On zaczyna w takich miejscach i sytuacjach, gdzie czuje się dobrze. Nie musi kierować się przypadkiem, czy zaskoczeniem. U mnie sprawa jest bardzo nietypowa, wiem tylko ja i anioł. Dobrze, że ON ostatnio się nie odzywa, bo czuję, że moja misja z serduchem trochę zwolniła tempa i czeka mnie poważna rozmowa z NIM.