Archive for the ‘Słońce’ Category

h1

Moje Machu Picchu

15 czerwiec, 2008

Na szczycie wszechczasów spotykam dwie zielone gwiazdy.

Dzisiaj szybko przyszedł sen, ale wiedziałem, że nie spotkam w nim Anioła.

Śniło mi się, że wspinałem się do słynnego Machu Picchu. Gdy już byłem niedaleko, zerwał się lekki wiatr i nagle zrobiła się totalna ciemność. W mojej świadomości wiedziałem, że jest ciepłe popołudnie, a nic nie było widać. Z lewej strony usłyszałem lekki szmer i zobaczyłem dwa zielone punkty, które mocno świeciły i podążały ze mną, gdy tylko zrobiłem jakiś krok. Wystraszyłem się trochę, pomyślałem, że jestem tak daleko od Polski, w obcym kraju, nie znam języka, a na dodatek to miejsce, to jeden z cudów świata. Usiadłem na takim jakby ogromnym schodku i zobaczyłem, że zielone punkty przestały się poruszać. Trwało to jakąś chwilę, poczułem, że to jakaś istota, w myślach przelatywały mi scenariusze typu horror z wilkiem o zielonych oczach itp. W pewnym momencie punkty zaczęły zbliżać się w moim kierunku i wraz ze zmianą odległości, jakby ukryty księżyc, kawałkiem swojego światła zaczął odsłaniać postać kobiety, która była coraz bliżej. Była to piękna blondynka o zielonych oczach i wysportowanej sylwetce. Krągłości Wenus przy jej kobiecych walorach, to wychudzona modelka, jak do seksownej kobiety…

Stanęła obok mnie, a ja nabierając odwagi głupio zapytałem:

- musisz być silną kobietą ?
- tak jestem, jako dziecko zostałam adoptowana przez Inków, a że oni niestety nie znali się na diecie dla niemowląt – to żeby mnie wiatr nie porwał karmili mnie ołowiem :P

Patrzyłem na nią i w głowie trzeszczały mi tysiące myśli, poczułem niesamowitą radość i pomyślałem, że chciałbym, aby była moją muzą. W tym momencie popatrzyła na mnie, jakby słuchając moich myśli powiedziała z uśmiechem:

- zastanowię się…

Gdy tak zastygłem oczarowany, jej wesołymi ustami, nagle schował się kawałek księżyca, dwa zielone punkty poszybowały błyskawicznie w dal. Chciałem coś jeszcze powiedzieć, aby zatrzymać jej obecność, ale w tym momencie, osmolone słońce strzeliło znowu promieniem przecinającym ciemność.

+++

Frozen Madonna

h1

Powrót

23 maj, 2008

Pod mostem myśli płynie rzeka moich namiętności.

Ocknąłem się nad brzegiem jeziora. Było już całkiem jasno, leżałem przy wygasłym ognisku, w ręku trzymałem kij, który znalazłem w nocy. Bolała mnie klatka piersiowa, bo widocznie spałem na jednym z tych kamieni, co są wokół ogniska.
Okolica całkiem przyjemna. Podszedłem do brzegu – czysty i widoczny piasek przez wodę, zachęcał do kąpieli. Wyrzuciłem zbędne ubranie i zrobiłem parę rund w ciepłej i krystalicznie czystej wodzie. Leżałem sobie tak na brzegu i patrzyłem w lekko upierzony błękit nieba. Słońce pomogło mi w wykruszeniu zbędnego piasku, którym pokryłem się leżąc na plaży. Urocza okolica, pomyślałem, chciałbym tu kiedyś przyjechać z NIĄ i z naszymi dzieciakami. Dzień powoli wchodził w popołudnie i słońce zaczęło odbijać się w szybach cudownej maszyny. Uspokoiłem się, że mam czym wracać do miasta. Po kolejnej drzemce było już ciemno, otrzepałem ubranie z piasku i uruchomiłem helikopter. Drążek do góry i świetlista tafla jeziora przypomniała mi, o tym cudownym miejscu, na pożegnanie zatoczyłem koło, płaski przycisk i za pięć minut wylądowałem obok hali.

Obudziłem się była już 19, więc musiałem spać prawie 20 godzin. Wstałem, nakarmiłem zmysły głodu i pragnienia. Za dwa tygodnie, będziemy kręcić sceny w klubie muzycznym, co ja przez ten czas będę robił, pytałem sam siebie? Zobaczyłem mój nowy bas, który oczekiwał abym się nim zajął. Nie jest źle, pomyślałem, jednak stałem się bardziej niecierpliwy niż kiedyś…

+++

Patrycja Markowska - Jeszcze raz

h1

Nadzieja

3 maj, 2008

Mój lot trwa już tyle lat, a dopiero teraz znalazłem miejsce do lądowania.

Dzisiaj zrobiłem sobie wolne. Wspominałem wczorajsze nagranie, mieliśmy naprawdę ciężki dzień. Udało się nam zrobić prawie 3 godziny materiału. Zgrałem wszystko z kamery do komputera i nawet to zajęło mi sporo czasu. Cały czas w myślach słyszałem JEJ głos, jak opowiada o swoim życiu. Byłem zmęczony i chciałem się zanurzyć w swoim śnie.
Niespodziewanie szybko mi się to udało.
W moim śnie siedziałem w jakiejś ogromnej i przyciemnionej hali. Było bardzo cicho i chyba środek letniej nocy. Miarowe kroplowanie, po niedawnej burzy z dziurawego dachu tego budynku, doprowadzało mnie do szału. Nagle po chwili usłyszałem narastający rytmiczny bełkot wirników helikoptera, który pieścił moje uszy. W pewnym momencie wszystko ucichło. Wyszedłem z tej hali idąc w kierunku tych dźwięków. W pobliżu głównego wejścia wylądował kosmicznie wyglądający helikopter. Podszedłem bliżej, ale w środku nie było pilota. Pojazd miał 2 miejsca z przodu i dwa z tyłu. Z przodu obok miejsca pilota siedziała Nadzieja, z tyłu Złość i ON. No, lepiej już być nie mogło i zanim zdążyłem coś powiedzieć usłyszałem od Niego stanowcze:
- leć!
- gdzie zapytałem, chociaż, się domyślałem?
- Serducho, powiedział, masz pół godziny, żeby je znaleźć,
- Ok, ale gdzie?
Nie usłyszałem odpowiedzi, zacząłem się rozglądać z przerażeniem po kabinie, bo przecież nie jestem pilotem. Założyłem kask z holograficznym monitorem wewnątrz. Pod szybą tego pojazdu nie było żadnych zegarów czy wskaźników – był taki pas dotykowego ekranu jak w mobilnych urządzeniach. Siedziałem po lewej stronie i między mną i Nadzieją był tylko drążek sterowniczy na końcu którego był czerwony przycisk z napisem Start. Po chwili wahania nacisnąłem guzik startowy, usłyszałem miły dla ucha rozgrzewający się bełkot wirników. W tym samym momencie rozjaśnił się dotykowy ekran okalający pół kabiny. Wszystko było genialnie proste i ergonomiczne. Chwyciłem za drążek i pociągnąłem go do góry. Niesamowite, maszyna płynnie zaczęła się wznosić i na wysokości około 100 metrów, za horyzontem betonowego usypiska wieżowców, zobaczyłem startujący świt, w tych swoich sennych rozlewających się barwach. Podniosłem maszynę bardziej do góry i skierowałem się w kierunku tego wschodu. Spojrzałem na Nadzieję i zobaczyłem cichy błysk w jej oczach. To tam pomyślałem i poleciałem z dziobem maszyny ustawionym lekko do dołu. Lecieliśmy tak ze dwadzieścia minut, czas uciekał, a ja czułem, że to nie tu, ani tam. Krajobraz był coraz wyraźniejszy, klocki budowli i mijanych dróg zmieniały się powoli. Popatrzyłem na Nadzieję i zobaczyłem w jej oczach, brak dalszego ciągu tej wyprawy.
Powiedziała mi:
- wracamy,
- nie teraz powiedziałem, sam nie wierząc w swoje słowa.
Pomyślałem o ilości paliwa jakie mamy na pokładzie, za chwilę na dotykowcu pojawiła się cyfra „2 dni bez lądowania”. Na długości czasu około 28 minut lotu, zobaczyłem odblask jakiegoś ogromnego jeziora z wielką piaszczystą plażą. Czułem, że to musi być gdzieś tutaj, ale zostało mi już tylko 2 minuty. Co robić, pytałem siebie? Złość zaczęła już dochodzić do głosu. Byłem wściekły, czułem niemoc. Co z prędkością zacząłem się zastanawiać? Odpowiedź znowu przyszła na ekranie – „leciałeś za wolno”. Lecę wzdłuż plaży, rozglądam się we wszystkich kierunkach, zły sam na siebie. Magiczne 30 minut minęło, Anioł westchnął, a ja w swojej złości leciałem dalej. Nagle na plaży zobaczyłem równoległy napis do linii brzegu:
- Byłam tu, musiałam wracać – Serducho,
Zanim skończyłem czytać, rześka fala rozmyła tekst. Nadzieja zaczęła domagać się głośno powrotu, a Złość darła się:
- przespałeś ważny moment!
- cisza wariatki, zacząłem krzyczeć, będziecie wracać autostopem!
Wylądowałem, kazałem im iść na spacer w prawo. Anioł siedział sobie cicho zanurzony w jakiś ogłoszeniach o nowych lotkach. Ten to ma dobrze pomyślałem. Siadłem koło tej maszyny, czułem jak stygnie powodując rytmiczne trzaskania. Zacząłem bawić się piaskiem, jak małe dziecko. Zrobiłem górkę z mokrego piasku i zacząłem się rozglądać za jakimś patykiem. Popatrzyłem w prawo i zobaczyłem jak Nadzieja ze Złością się kłócą – w sumie zrobiło mi się ich żal. Po lewej stronie zobaczyłem jakiś długi patyk wbity w plażę. Poszedłem w tamtym kierunku. Jak wyciągałem tego kija to zobaczyłem, że przy nim było napisane:
- Będę za tydzień o tej porze – Serd…
Dalsze litery były rozmyte. I to mi wystarczyło, zapakowałem całą wycieczkę do maszyny i wystartowaliśmy. Jednocześnie odkryłem, że trochę poniżej guzika start jest taki płaski przycisk z napisem prędkość, za pięć minut byliśmy przy hali. Z radością zacząłem odliczać godziny do spotkania za tydzień…

+++

Airwolf startup
Fajna bajka o super helikopterze dla dzieciaków w latach osiemdziesiątych.

h1

Serducho 04.03.2008

4 marzec, 2008

Moja Insomnia jest jak sen o Twojej duszy.

Dziwna jest ta bezsenność. Jest jak schody na końcu których chcemy, zobaczyć coś na co czekamy.
Przecież to ja czekałem na Ciebie od tylu Insomnii, pamiętasz?
Grałem główne role w twoich snach, zataczałem koła nad twoim domem, patrzyłem z góry jak migają zimy, wiosny, lata i jesienie wokół twoich włosów. Kiedy mogłem rozsypałem kulki radości w twoim pokoju, które czasem, ktoś niechcący lub chcący przydeptał. Teraz jestem bliżej, jeszcze mnie nie znasz, bo spotkania po latach są trudne i wymagają pewnych zmian w jadłospisie naszych oczekiwań. Zobaczysz, popłyniemy razem wesołą żaglówką w nasze życie. Wylądujemy na wyspie przeznaczenia, a ja wtedy pokażę ci miejsca, które znamy od wieków. Wejdziemy na szczyty naszych marzeń i zobaczymy góry radości otulone mgłą promieni słońca. Będziemy biegać po korytarzach naszych tęsknot i zdyszani odpoczniemy obok siebie.
Nie budź się, jeszcze chwila, już odlatuję aby czuwać z góry.

+++

Faithless i bardziej współczesna wersja Insomnii z 2005. Ten kawałek zawsze dodaje mi energii, szczególnie od 1:51

h1

Serducho 28.02.2008

28 luty, 2008

Tniemy i  montujemy.

Nie sądziłem, że obróbka materiału filmowego, to taka wdzięczna praca. Człowiek chciałby wszystko zachować, ale film rządzi się swoimi prawami. To co dla nas jest fascynujące, dla przeciętnego oglądacza robi się nudne. Najpierw nakreśliłem sobie schemat sceny odlotu – przyjazd, odprawa uśmiechy.
To wystarczy, pomyślałem, no może między przyjazdem, a odprawą jakieś przebitki typu gołębie i czule żegnająca się para, ostatnie przypominamy radzimy od agentki. Wszystko gra, jest ruch początkowy, spadam z oddalonego budynku na faceta, który ciągnie walizę – potem wpadam z nim w ten rytm, aż do momentu kiedy mija modelki. Rozmowy, śmiechy itp. Skaczę z dachu lotniska na nie dwa razy – raz z jednego gołębia, potem z pary gołębi. Odprawa, bagaż, ostatnie SMS-y, czułe pożegnanie pary z boku, tablica odlotów, model samolotu, uśmiechy i machania. Dobra mam. Na pierwszy raz nie jest źle. Uradowany, oglądałem parę razy najważniejszy dla mnie uśmiech…
Zobaczę jutro czy mi się będzie podobać. Zadowolony z siebie poszedłem spać.
Tym razem przyśniło mi się, że jestem na lotnisku, a pasem startowym jest molo w Sopocie. Nikogo nie było, słońce świeciło i wiał lekki wiatr. Pomimo dnia wszystkie lampy na molo świeciły na maksa! Na końcu zobaczyłem JEGO jak mi macha, abym przyszedł do niego. Zacząłem iść powoli i za każdym krokiem widziałem, że podnoszę się coraz wyżej, a lampy z molo robią się coraz mniejsze. Niesamowite, ja po prostu wystartowałem! Molo zrobiło się malutkie, widziałem tylko JEGO jak tańczy uradowany na dole. Wokół mnie latały zdziwione mewy i widziałem jak kręcą głowami jedna do drugiej na zmianę, z charakterystycznym piskiem plotkarek:
- widzisz to – on lata,
- to niemożliwe, wtórowała jej druga.
Między kolejnymi mewami ten cykl się powtarzał, jak w starej zabawie – moja kasa nie przyjmuje – podaj dalej…

+++

Victor Wooten - Norwegian Wood
Rewelacyjna technika gry na gitarze basowej i to bez żadnych elektronicznych gadżetów.

h1

Serducho 27.02.2008

27 luty, 2008

Wyjechała na tydzień.

Agentka poprosiła mnie abym nakręcił parę scen z lotniska jak odlatują. Oczywiście zgodziłem się. Miałem okazję, aby ją zobaczyć. Najpierw kręciłem z bliska, potem odszedłem dalej. Zrobiłem zrzut oka kamery z dachu na wejście przy którym stały dziewczyny. Dziwna sprawa na dachu był taki śmieszny gołąb. Zrobiłem jeszcze jeden zrzut i o dziwo tym razem były dwa gołębie, jeden podążał za drugim. Pewnie jakaś para pomyślałem. Na koniec scenka przed odprawą, na pożegnanie otrzymałem szeroki uśmiech od niej, więc z radością wracałem do domu.
Zgrałem materiał z lotniska na komputer i postanowiłem, że jutro potrenuję montaż i cięcia scen.

Tym razem śni mi się molo, siedzę sobie wygodnie na białej ławce i patrzę jak maszerują ludzie w różnych kierunkach. Czas mija trochę wolniej niż zwykle, promienie słońca drażnią się ze mną chowając sie co chwilę, za strzępy białych chmur. Poczułem jego obecność. Już w myślach zacząłem sie wkurzać na NIEGO, że zostawił mnie na tyle dni samego, a ja się plącze tutaj w niewiedzy i obijam od nastroju do nastroju. Zobaczyłem GO. Usiadł przy mnie. Zdałem sobie sprawę, że zawsze jak się widzieliśmy nikogo nie było, a teraz pełno tu turystów. Poczułem się jak w kościele, gdy chce komuś coś powiedzieć, robię to takim szeptem, jakbym się nie ruszał i nie mówił. On był szybszy,
- dostałem trochę urlopu. Szef był ze mnie zadowolony, a właściwie z Ciebie. Mam nadzieję, że nie popadniesz w samozachwyt powiedział.
- Ja ? nie żartuj sobie, powiedziałem, jednak zwykła ludzka złość zwyciężyła, przeszło mi przez głowę, musiałem mu trochę dokuczyć…
Mówisz mi o jakiś misjach, że serducho trzeba ratować, a ja normalny facet jestem kapujesz? Czemu ta dziewczyna jest taka piękna? Nie mówię, aby była straszna, ale chociaż przeciętna. A tak to moje życie wywróciło się do góry nogami, jak ja mam dalej żyć? Ty sobie na urlopy latasz, a ja już totalnie straciłem głowę.
Zaczął się śmiać, no widzisz powiedział jaki ty odpowiedzialny jesteś, dlatego zostałeś wybrany. Myślisz o wszystkim, przejmujesz się. Pomyśl tak, dziewczyna jest piękna, to trudna misja, bierzemy najlepszych, bo taki jesteś kapujesz?
E tam, nie cukruj…
I tak gadaliśmy trochę, mnie złość mijała, a on był jak najlepszy przyjaciel. Czasem tylko ktoś z turystów popatrzył na mnie jakbym był brzuchomówcą.

+++

Every Breath You Take

Jedna z ciekawszych wersji tej piosenki - koncert w TOKYO DOME
Najbardziej podoba mi się od 3:13

h1

Serducho 13.02.2008

13 luty, 2008

Miłość jest, ale nie dla każdego. Coraz bardziej sobie to uświadamiam. Chciałbym pozbyć się tej beznadziejnej wrażliwości. Chciałbym oddać swoje emocje bardziej potrzebującym. Chciałbym trzasnąć drzwiami w ostatnim pociągu do nikąd. Chciałbym potem krzyczeć, aby go zatrzymać, ze świadomością, że jest za późno. Chciałbym odlecieć w chmury i nie mieć do kogo wracać. Chciałbym zamknąć się w szufladzie kredensu, który jutro ktoś wyrzuci. Chciałbym, aby nigdy mnie nie było. Chciałbym się rozpłynąć w nicość, jak ostatnie koło fali na wodzie. Chciałbym dotknąć zapomnienia, które czeka na swój koniec. Chciałbym odpaść przy pierwszym locie, aby nikt już po mnie nie wracał. Chciałbym aby słońce już mnie nie widziało, chciałbym aby księżyc miał już ze mną spokój. Chciałbym więcej już nie pisać bo szkoda prądu i Twoich oczu.