Wydawało mi się, że jestem taką szybującą piłką, wykopaną przez bramkarza na meczu piłki nożnej. Kiedy już osiągnąłem szczyt swojego lotu, to wokół mnie pojawiło się ogromne koło, kształtem przypominające dętkę rowerową. Całość wirowała wokół mnie i w miejscu gdzie jest jakby wentyl tego koła zrobił się otwór, wtedy moja świadomość została tam wciągnięta. W środku był lekki półmrok i tylko jakieś holograficzne obrazy przelatywały przez moje jestestwo. Domyśliłem się, że coś lub ktoś, chce mi przekazać ważną informację. Obrazy, które pojawiały się były jakby pamiątkami z podróży na naszej planecie, morza, góry, lasy, takie przyjemne widoki. W pewnym momencie zamiast tych obrazów pojawiły się napisy. Padło pytanie:
- chcesz wrócić?
- nie, odpowiedziałem myślą, - dlaczego zapytał napis?
- jest mi dobrze teraz, wystarczy mi JEJ zdjęcie, aby być szczęśliwym, tam na ziemi są uczucia, dobre i złe,
- jakie?
- miłość jest dobra, ale pojawia się złość, karmiona niemocą i to jest złe. Tutaj nie musze się o to martwić.
- dlaczego ONA była dla Ciebie tak ważną kobietą?
- bo była jak ktoś z mojej krwi, jak moja najbliższa rodzina, jak moje własne ciało. Moja dusza się cieszyła, kiedy ją widziałem. Jako człowiek nie umiałem tej radości powstrzymać, choć to wszystko wydawało się bez sensu. Kocham JĄ i chce dla niej dobrze, dlatego cieszę się, że to się tak właśnie skończyło.
- co to jest miłość, zapytały napisy?
- miłość to jest odnalezienie dalszego ciągu swoich myśli, kochasz kogoś nie za to jak wygląda, kim jest, kochasz most na którym spotykają się wasze odczucia i wiesz, że chcesz być z tym kimś, nawet wtedy gdy zwiędnie jego kwiat urody.
- czy sądzisz, że zrobiłeś wszystko, aby wasze myśli były w rezonansie?
- tak, odpowiedziałem po chwili zastanowienia,
- my sądzimy, że jednak nie…
- wracasz! - zapadł krótki wyrok..
Zanim zdążyłem cokolwiek pomyśleć, moja świadomość rozsypała się jak piasek we wszystkich kierunkach.
Lecimy sobie w naszym życiu w jednakowym rytmie. Czasem nam się zdaje, że szybciej, czasem wolniej. Nasze dni mijają jak paski dzielące drogę na pół. Na motocyklu naszych zdarzeń, widać w jakim tempie się zmieniają, w zależności od nastroju – raz szybciej, a raz wolniej, ale i tak muzyka naszego życia, gra na tych samych równych sekundach.
Zapalam świece naszych dusz, odgarniam kurz przeżytych chwil…
Dwie połówki pomarańczy, skąd się wzięło takie określenie? Dlaczego pomarańcze, a nie pomidory albo jabłka?
Może wymyślono to w Hiszpanii, a tam klimat bardziej sprzyja namiętnym spotkaniom, no i pomarańcze są jak jabłka u nas popularne. Dobrze ok, ale ktoś to najpierw rozciął, a potem trzeba odszukać tę pasującą. A jeśli jedna z tych połówek znajdzie tę drugą, a druga twierdzi stanowczo, że nie pasuje, bo lepiej by się dopasowała z arbuzem, albo z dynią to co wtedy?
Wtedy nic, po prostu nic, dwie połówki to przecież nie litr…
Podaj mi swoje IP, a powiem ci jakie jest twoje IQ.
Jakieś ileś lat temu, gdy sam byłem świadkiem narodzin całego tego Internetu, to nie myślałem, że teraz zacznie on zwalniać. Nie chodzi o prędkość, bo ta rośnie, tylko o coś innego. Na początku było słowo pisane na IRC, ewentualnie na jakimś komunikatorze typu ICQ.
W IRC były opy, bany, admini itp. Ci którzy założyli kanał mieli władzę absolutną, mogli wywalać kogo tylko chcieli. Dobierali sobie drużynę kopaczy. Ale nie do tego zmierzam, w tamtych czasach prawie każdy spotkany na sieci człowiek, był kolejnym odkryciem. Z czasem organizowano jakieś zloty, spotkania, browary itp. Krótko mówiąc była radocha z tego, że się gadało z kimś obcym. Obecnie, moim skromnym zdaniem, jest jakby odwrotnie. Najpierw ludzie poznają się w „realu” , a potem tworzą grupy w jakiś „fejsbukach, winogronach, tamtych klasach…”. Już nie poznasz kogoś tak przypadkowo i spontanicznie. Gdy np. na którymś z portali społecznościowych chcesz kogoś nieznanego zaprosić to w 90% otrzymasz odpowiedz „znamy się?” i ignor
I taki jest ten Łeb 2, a jaki będzie Łeb 3 ?
Ciekawy jestem jakie jest wasze zdanie na ten temat?
+++
Bob Sinclair - World Hold On
Ten kawałek kojarzy mi się z tęsknotą za czymś nieosiągalnym.
Nazwałem JĄ gwiazda i tak już zostało. Nie wiem czy JEJ się to podobało czy nie. Prawdopodobnie było JEJ to obojętne, a może nawet była o to zła. Ja w każdym bądź razie mam coś, z czym będę zawsze do końca mojego życia. Kiedy spojrzę w niebo moich marzeń, to tylko jedna gwiazda będzie się liczyć. Nieważne gdzie będę, czy tu czy tam, a może za oceanem. To moja gwiazda… i tak już zostanie, nawet gdy nie będę chciał.
Szumi dokoła las betonowych klatek, w których klatkowe ludziki grzebią w swoich życiorysach. Jak wielkie mrowisko, tak ludki mrówkowe wydają dźwięki tworzące szum współczesności. Z oddali czasem zamruczy pojazd na sygnale. Z plastikowych okien nie usłyszysz już szklanej pogody, bo szyby nie są niebieskie od telewizorów, teraz plazmy mrugają każda w innym kanale. Szumi dokoła las, ludek na ludka wlazł…
Twoje ręce są doskonalsze jak skrzydła anioła, obejmują nie tylko duszę, ale i ciało.
Czuję się tak, jakbym chodził po jakimś labiryncie.
Najgorsze jest to, że nie wiem co się stanie jak trafię do celu. Żebym chociaż wiedział po co mam tak kluczyć? Anioł coś wspominał o jakimś szczęściu. Ale co to dokładnie jest?
Czym jest szczęście, skoro pokój naszego życia ma mały metraż?
Gdy kiedyś tam przejdziemy do innego pomieszczenia, czy zabierzemy ze sobą nasze zmysły?
A może dostaniemy nowe i w niepamięci będziemy myśleć, że to one są właśnie tymi jedynymi.
Więc jak?
Nakarmić zmysły tutaj, czy czekać na nowe?